Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ust. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 stycznia 2016

Ulubieńcy roku 2015 - Kosmetyczne odkrycia w minirecenzjach

Hej Kochane! Nowy rok powoli się rozkręca, ale ja postanowiłam jeszcze na chwilę wrócić myślami do 2015. Dziś opowiem Wam o kosmetykach, które urzekły mnie w ubiegłym roku, zapraszam do lektury!:) Kolejność jest całkowicie przypadkowa!
 Na pierwszy ogień idzie woda termarna Uriage, o której pisałam już TUTAJ. Uwielbiam ją od baardzo dawna, ale w tym roku szczególnie często mi towarzyszyła. Celowo nie zdjęłam ceny - warto wiedzieć, że w Super Pharm ta woda niemal zawsze jest w cenie 13,99zł. W innej cenie nie kupuję, zawsze jednak robię spore zapasy jeśli jest niedroga. I tak obecnie jedną buteleczkę mam w użyciu, a dwie kolejne czekają w zapasie. I'm addicted!
 Kiedy akurat nie używam Uriage, sięgam po tonik matujący Avene - Cleanance MAT lotion. Całkiem nieźle matuje, nie wysusza mimo że jest nieco alkoholowy. Jest wydajny i uspakaja moją cerę. Zawsze miałam ochotę sięgnąć po jeden z toników od Clinique, ale ten został mi polecony jako lepszy i tańszy, więc zostałam mu wierna. Jak na razie to najlepszy tego typu produkt jaki miałam do tej pory.
 Jeśli chodzi o zapachy, bardzo lubię używać DKNY Be delicious, którym zaraziła mnie Paulina <3, ale jeszcze bardziej rozkochał mnie w sobie Adidas Born Original, który dostałam w prezencie od mojej kochanej kuzynki Sarah - dziękuję!:* Jest rewelacyjny - słodki, kobiecy, z pazurem. Zawsze dostaję na jego temat wiele komplementów, a jego trwałość robi wrażenie. 
Podkładu mineralnego Neauty minerals używam o bardzo dawna, systematycznie. Zdradzam go z podkładami w płynie tylko przy okazji większych wyjść i imprez, ale na co dzień ufam tylko Neauty!
 Jeśli jednak sięgam po płynne podkłady, ulubionym gadżetem do ich nakładania jest gąbeczka Ebelin. Świetnie współgra z matowymi podkładami, jest tania i mięciutka.
 Czarowi balsamu do ust EOS uległam i ja. Produkt bardzo dobrze radzi sobie z nawilżeniem ust, a wersja miętowa to coś dla mnie - ma słodki smak i lekko chłodzi. Lubię i używam systematycznie.:)
 Antyperspirant w kulce Nivea double effect okazał się najlepszym jakiego kiedykolwiek używałam, więc zrobiłam sobie jego spory zapas. Spełnia swoje zadanie, do tego miło pachnie, nie podrażnia pach i szybko się wchłania. Chyba nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się pisać tutaj o antyperspirancie, ale niech będzie!:)
 Szampon do włosów biała wierzba Tołpy to mój absolutny hit. Obecnie używam już chyba czwartej buteleczki, dzieląc się z narzeczonym który również bardzo go polubił. Jest idealny dla osób, których skóra głowy lubi płatać psikusa.
 Kosmetyki Soap&Glory również wkupiły się w grono najlepszych. O kremie do rąk pisałam już TUTAJ. Krem do stóp jest równie świetny, masełko do ciała pachnie przepięknie i ma lekką konsystencję, przy czym daje długotrwałe nawilżenie. Żel pod prysznic jest wydajny jak żadnej inny, pachnie jak masło i krem do rąk - czyli wyśmienicie i do tego delikatnie nawilża skórę. Uwielbiam je wszystkie.:)
 Jako absolutna fanka glinek w pielęgnacji skóry twarzy nie mogłam przejść obojętnie obok maseczki Super Facialist, która zawiera w swoim składzie kwas salicylowy. Rewelacyjnie oczyszcza, radzi sobie z suchymi skórkami i rozjaśnia ciemne plamki i przebarwienia. Używam systematycznie 2 razy w tygodniu i jak tylko mi się skończy zamówię następną!
Kolorówki tutaj niewiele, ale ten produkt to moja perełka. Bez pomadki L’Oreal, Color Riche Extraordinaire Liquid Lipstick moj makijaż nie istniał. Mój kolor to Nude vibrato, jestem nim zauroczona.:) Traktuję ten produkt bardziej jako błyszczyk niż pomadkę - daje ustom piękny połysk i je otula, chociaż trzeba przyznać że krycie ma lepsze niż typowe błyszczyki. Trwałość ma dobrą, jak na błyszczyk. Typowe pomadki trzymają się na ustach znacznie dłużej. Mimo wszystko uzależnia.:)

EDIT: Nie wiem jak to się stało, że zapomniałam wspomnieć o moich ukochanych hybrydach, ale szybko nadrabiam ten brak. Semilac spędził na moich paznokciach dobre kilka miesięcy i nigdy mnie nie zawiódł. Obecnie nie mogę malować paznokci do pracy, ale jak tylko zdarza się dłuższa przerwa (jak ta świąteczna), od razu robię sobie mani.:)
Moje manicurowe poczynania z udziałem Semilac możecie podziwiać TUTAJ

czwartek, 24 września 2015

Smarowidła od Balea - Krem uniwersalny (twarz, ciało, usta) 50's forever i migdałowy balsam do ciała z olejkiem migdałowym

Hej Kochane! Dziś będziemy się balsamować! Jak każda blogerka nigdy nie mam dość balsamów i kremów, więc kiedy dostałam w prezencie moich dzisiejszych bohaterów, byłam wniebowzięta. Jesteście ciekawe czy mój entuzjazm nie zmalał przy bliższym ich poznaniu? Zapraszam do lektury!
 Balea, Krem pielęgnacyjny do ciała, twarzy i ust o zapachu wiśni - 50's forever 
Od producenta: Krem o uwodzicielskim zapachu wiśni. Nie zawiera parafiny.
Uniwersalny krem idealny do codziennej pielęgnacji ciała, twarzy i ust sprawia, że skóra staje się niezwykle miękka i elastyczna. Krem zamknięty w poręcznej metalowej puszce o bogatym, niepowtarzalnym designie.
Cena: ok 11,50zł/30ml 
Moja opinia: Opakowanie kremu ma bardzo ładną szatę graficzną, a sam fakt że jest metalowe sprawił, że przypomina mi popularny krem Nivea. Chcąc nie chcąc zaczęłam postrzegać ten produkt jako uniwersalny krem na miarę Nivea i tak mi już zostało. Jest nieco lżejszy w konsystencji od swojego popularnego kolegi znanej marki, ale i dość treściwy, tłustawy. Producent stwierdza, że pachnie wiśniami, ale sama bym na to nie wpadła wąchając go. Niemniej jednak ma niesamowicie przyjemny zapach, który umila jego używanie.
Jako posiadaczka cery problematycznej podeszłam z rezerwą do stosowania go na twarz. Olej kokosowy i masło shea zawarte w składzie nie są dobrym wyjściem dla posiadaczek cery takiej jak moja. Używałam go jedynie na szyję i dekolt, kiedy akurat zapomniałam użyć czegoś innego i spisał się bardzo dobrze - nawilżał i nie uczulał. Zdarzyło mi się aplikować go pod nos w czasie choroby (nosek przetarty od chusteczek - chyba każdy to zna) i spisał się wyśmienicie nawilżając podrażnioną skórę. 
Na ustach sprawdza się średnio. Od niechcenia przecieram je tym kremem kiedy akurat mam go pod ręką, ale jeśli są przesuszone to szybko zapominam że cokolwiek na nie aplikowałam. Suchych ust nie zregeneruje na pewno, a te zadbane zabezpieczy i delikatnie nawilży.
Bardzo lubię używać go jako balsam do ciała. Doskonale nawilża i natłuszcza ciało, dając przy tym ochronną, lekko tłustawą warstewkę,  (co jednak nie każdemu może się spodobać).
Świetnie sprawdzi się stosowany na kolana i łokcie, lub jako krem do rąk.  
Moja ocena: 4/5 Dzięki niewielkiej pojemności sprawdza się szczególnie w podróży - jako krem do rąk i do ciała, a w razie potrzeby nawet do stóp, jeśli nie są wymagające. 


Balea, Creme - Ol Bodylotion mit Mandelol - Balsam do ciała z olejkiem migdałowym
Od producenta: Intensywnie pielęgnujący balsam do ciała z proteinami mleka i nawilżającymi olejkami: migdałowym, sojowym i słonecznikowym pielęgnuje suchą skórę. 
Formuła zawiera witaminę E i allantoinę, które nadają skórze gładkość, do tego łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Produkt testowany dermatologicznie. 
Produkt wegański. 
Cena: 9zł / 200ml
INCI: Aqua, Isopropyl Palmitate, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Glycine Soja Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Phenoxyethanol, Parfum, Tocopheryl Acetate, Carbomer, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Allantoin, Tocopherol, Ethylhexylglycerin, Citric Acid.

Moja opinia: Ten balsam pochodzi z edycji limitowanej, ale jeśli dobrze rozumiem, to co jakiś czas lubi powracać na półki sklepowe. Jego główną zaletą jest przepiękny migdałowy zapach, z tych słodkich i budyniowych. Uwielbiam go! Balsam ma rzadką konsystencję przypominającą mleczko i biały kolor. Jeśli wierzyć informacjom zawartym na opakowaniu, zawiera 40% olejków, a więc jest dość treściwy. Można się o tym przekonać podczas aplikacji, bo kiedy z nim przesadzimy na skórze wyczuwalna jest nieco tłusta warstwa. Dla mnie to nie problem, poza tym z reguły używałam go oszczędnie. Zaraz po aplikacji da się wyczuć, że skóra jest wygładzona i nawilżona, ale u mnie niestety był to efekt krótkotrwały. Używałam go na noc, a rano po nawilżeniu zostało niewiele. To bardzo mnie w nim rozczarowało, bo po tak bogatym produkcie spodziewałam się czegoś więcej.
Moja ocena: 3+/5 Lubiłam go ze względu na zapach, ale nie radził sobie ze swoją główną funkcją, więc co mi po nim?
 A jakie Wy macie doświadczenia z mazidłami od Balea? 

TUTAJ przeczytacie o innych produktach tej marki, które opisywałam.:)

niedziela, 12 lipca 2015

Joanna, Oleje Świata, Balsam na suche miejsca 3 w 1 z olejem kokosowym

Hej Kochane! Witam Was po mojej blogowej przerwie.:) 
Mogę się pochwalić, że zdałam egzamin licencjacki i w końcu mam więcej czasu dla siebie. A dziś przedstawiam Wam wielofunkcyjny balsam na suche miejsca od Joanny, który gości w mojej kosmetyczce od dobrych kilku tygodni - zapraszam do lektury.
 Od producenta:
Cena: Ok 7zł/8g
 Moja opinia: Balsamik jest zamknięty w słoiczku, co zapewne nie każdemu będzie odpowiadało. Ja jestem zwolenniczką tego typu produktów w formie sztyftu, ale jestem w stanie zrobić wyjątek, jeśli produkt jest tego wart. Poza tym zauważyłam, że balsamy w słoiczkach wystarczają mi na znacznie dłużej niż sztyfty, więc chyba nie taki diabeł straszny.
Produkt jest gęsty (dzięki czemu nie topi się całkowicie w gorące dni), ale i łatwy w aplikacji. Ja preferuję skrobanie takich balsamów zewnętrzną stroną paznokcia i później przenoszenie na skórę, bo staram się unikać wkładania całych paluchów do słoiczka. Zapach balsamu jest słodki i kokosowy, czyli jak najbardziej trafia w mój gust. Używam go głównie w pielęgnacji ust, a na nich daje wykończenie podobne do oleju kokosowego - wygląda jak błyszczyk. Na szczęście jest bardziej trwały niż czysty olej kokosowy i tym u mnie zaplusował. Nakładam go na noc, a rano wciąż jest wyczuwalny na ustach. Jeśli chodzi o działanie, jestem z niego bardzo zadowolona. Zmiękcza usta i szybko radzi sobie z suchymi skórkami, które pod jego wpływem rolują się i same odchodzą od skóry. Przyjemnie natłuszcza i nie lepi się, chociaż jak wiadomo rozwiane włosy lubią przyklejać się do tego typu produktów i od tego nie uciekniemy. Skoro już jesteśmy w temacie włosów -  czasem zdarza mi się go użyć do zabezpieczenia końcówek, jeśli akurat nie mam niczego innego pod ręką i w tej roli też spisuje się całkiem dobrze. Poza tym czasem traktuję nim łokcie i wierzchy dłoni, ale to raczej profilaktycznie, bo nie mam żadnych problemów z przesuszeniem skóry. 
Producent obiecuje, że jeśli wypróbujemy ten produkt, nie będziemy chciały używać niczego innego. Myślę, że mogę się z tym zgodzić jeśli chodzi o pielęgnację ust, bo mimo sporej ilości pomadek i balsamów, najczęściej używam właśnie tego od Joanny. Świetnie się sprawdza i dobrze wygląda zarówno solo, jak i nałożony na kolorową pomadkę. Na inne partie skóry nakładam go bardzo rzadko, bo zwyczajnie nie mam takiej potrzeby. 
 Moja ocena: 5/5 rewelacyjna jakość w stosunku do ceny. Jako fanka oleju kokosowego i tego zapachu, jestem kupiona:)
Ostatnie zdjęcie z wgłębieniem po pierwszej aplikacji, po części w odpowiedzi na to, co ostatnio wyczytałam na jednym z blogów. A mianowicie dowiedziałam się, że blogerki robią zdjęcia nowych produktów bo tak naprawdę wcale ich nie używają, by móc je odsprzedać przez internet. Troszkę się uśmiałam, ale sama w życiu nie chciałabym być o coś takiego posądzona, więc postawię sprawę jasno: nigdy nie sprzedawałam żadnych otrzymanych kosmetyków, a jeśli zdarzyło mi się wkleić tutaj zdjęcie nieużywanego kosmetyku, to tylko dlatego że tak wygląda bardziej estetycznie. Myślę, że tak jest w przypadku większości blogerek.
Co Wy na to?

sobota, 9 maja 2015

Balea Swirled Kisses - balsam do ust o zapachu truskawek i banana

Hej Kochane! Co powiecie na posta o zakręconych całusach? Nie żartuję, dziś będzie co nieco o balsamie do ust od Balea o kuszącej nazwie Swirled Kisses! Zapraszam ;)
Moja opinia: Lubicie połączenie truskawki z bananem? Ja uwielbiam. Ten balsam do ust oddaje go bardzo wiernie i... smakowicie! I tym podbił moje serce.
Poza tym bardzo podoba mi się jego opakowanie i oczywiście zakręcony wzorek sztyftu. Sama forma - sztyft - jest dla mnie bardzo wygodna, wolę taki produkt od wszelkich słoiczkowych nawilżaczy. 
A właśnie, jak z nawilżaniem? Muszę przyznać, że produkt całkiem nieźle pielęgnuje usta. Po nałożeniu nie trzeba długo czekać, aż przyniesie im ulgę i delikatnie je zmiękczy. Niestety raczej szybko się zjada jeśli dużo mówię, lub jem/piję, ale w końcu to nie pomadka i tego typu produkty mają to do siebie, że do najtrwalszych nie należą. Na noc też za bardzo się nie nadaje, jest zbyt lekki i rano budzę się mając wrażenie, że w ogóle niczego nie stosowałam. To taki typowy dzienny, pachnący przyjemniaczek do torebki.
Warto wspomnieć, że pozostawia na ustach odrobinę koloru, co możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu - biała część świderka (na zdjęciu po lewej od czerwonej, mało widoczna) sprawia, że usta są odrobinę jaśniejsze, a czerwona nadaje koloru. Razem tworzą fajny efekt delikatnej, czerwonej poświaty. Balsam daje błyszczące wykończenie, ale bez drobinek. Jest tłustawy, ale nie lepki, przyjemnie się nosi. 
Moja ocena: 5-/5 Jest świetny do używania w biegu, dobrze mieć go pod ręką.

piątek, 17 kwietnia 2015

Catrice, Pure Shine Colour Lip Balm - Koloryzujący balsam do ust w kredce

Hej Kochane! Dawno nie było tu kolorówki. Kiedy zakładałam bloga, byłam zakochana w podkładach, tuszach i pomadkach, ale czas pokazał że to pielęgnacja jest czymś, czemu nie mogę się oprzeć. Na szczęście ostatnio znalazłam chwilę na wykonanie zdjęć produktów królujących w mojej makijażowej kosmetyczce. Dziś pod lupę biorę koloryzujący balsam do ust od Catrice, czyli połączenie pielęgnacji i kosmetyku kolorowego. Pokazywałam Wam go w poście zakupowym i spotkał się wtedy z wielkim zainteresowaniem, więc mam nadzieję, że z przyjemnością przeczytacie co mam na jego temat do napisania, zapraszam! :)
Od producenta: Kremowy Pure Shine Lip Balm rozpieści usta wilgocią, pozostawi gładkie i błyszczące. Ma nieklejącą konsystencję i przyjemny zapach. Aplikacja jest łatwa, delikatne krycie powoduje, że nie potrzeba lusterka by się nim pomalować. Dostępny w ośmiu kolorach.
Cena: 20,90zł / 2,5g
Moja opinia: Zachęcona tym, jak balsam Pure Shine prezentował się na ustach jednej ze sławnych youtuberek, kupiłam w ciemno ten sam odcień - przepiękny 030 Don't Think Just Pink. Sama nazwa wywołuje uśmiech na mojej twarzy i tak wyszło, że wpadł do koszyka zanim nawet spojrzałam na cenę. Przy kasie okazało się, że kosztuje 20zł, więc niemało jak na balsamik do ust, ale przełknęłam to i miałam wielką nadzieję, że będzie wart tej ceny. 
Jak się później okazało, kupno tego maleństwa było świetną decyzją.
Po pierwsze uwielbiam formę kredki. Nie wiem dlaczego, ale mam do niej słabość!:) 
Ponadto balsamik na prawdę dobrze nawilża i pielęgnuje usta. Co prawda nie poradzi sobie z obskubanymi, wysuszonymi na wiór ustami, ale w zwykłych warunkach, lub przy ewentualnym lekkim przesuszeniu spisuje się świetnie. Nie klei się i przepięknie, słodko pachnie wanilią. 
Wygląda na ustach subtelnie i nadaje im zdrowy wygląd. Koloryzuje raczej delikatnie, krycie jest pół transparentne, co zapewne nie każdej z Was się spodoba, jednak nie ma się czego czepiać - już z opisu producenta można to wyczytać. Dzięki tej lekkiej formule można go nosić zarówno w pracy, szkole, czy na imprezie i nakładać go bez lusterka, mnie to przekonuje.
Jego niewątpliwą wadą jest słaba trwałość - wystarczy kilka buziaków od ukochanego, lub kilka łyków wody i balsamik zaczyna znikać. Na szczęście schodzi równomiernie i to dlatego mu tak ufam.  
Używam go zawsze wtedy, gdy chcę mieć na ustach coś sprawdzonego, co nie spłata mi psikusa. Obecnie jestem w trakcie odbywania praktyk pedagogicznych w szkole średniej i jak można się domyślić - z makijażem szaleć nie powinnam. Balsam od Catrice idealnie wpisuje się w moje obecne wymagania; nawilża moje usta i wygląda subtelnie i estetycznie przez cały czas prowadzenia lekcji, a mówić trzeba dużo, więc potrzebuję czegoś pewnego. Uczennice widzą wszystko. ;>

Moja ocena: 5-/5 Trwałość mogłaby być lepsza, ale za to mam świetną pielęgnację ust, więc jestem na TAK! :)

A Wam jak się podoba?

czwartek, 16 października 2014

Balsam do ust Velvet Orange of Full Mellow

Hej kochane! Dziś przyszła pora na recenzję ostatniego produktu Full Mellow, z jakim miałam przyjemność się zapoznać. Mowa o balsamie do ust o kuszącej nazwie Velvet Orange, o którym wspomniałam już co nie co we wpisie o swoich urlopowych ulubieńcach. Chcenie wiedzieć, czy zawartość słoiczka była równie kusząca co nazwa? Zapraszam dalej!
Niestety nie znam ceny tego balsamu, był on dołączony do jednego z naturalnych boxów Full Mellow. Nie wiem też, czy można go jeszcze dostać, bo na stronie go nie znalazłam.:(
Moja opinia: Dotąd moim ulubieńcem w pielęgnacji ust był balsam-miód Tołpy, ten  od Full Mellow jest zupełnie inny, ale o dziwo równie dobry, a może nawet lepszy. Produkt Tołpy miał miły, słodki zapach, który czasem przypominał mi zapach gumy do żucia, ale smak już był typowo kwiatowy i niezbyt apetyczny. Tutaj zapach jest pomarańczowy i równie słodki, co zrobiło mi dużą nadzieję, że i w smaku będzie przyjemny. Niestety rozczarowałam się, bo smak przypomina płyn do mycia naczyń.

Bardzo ciekawa jest faktura kosmetyku, nie jest on ani lekki i kremowy, ani też tłusty i lepki, w słoiczku balsam jest w stanie stałym i najlepiej zeskrobać go sobie paznokciem. Po przeniesieniu fragmentu balsamu na usta, można go na nich łatwo rozsmarować, a efekt jaki otrzymujemy to przyjemna warstewka, która nie jest lepka i dobrze trzyma się ust. 
Po aplikacji usta wyglądają zdrowo i całuśnie, nie ma tutaj żadnej błyszczącej poświaty, więc nawet mój narzeczony czasem się na niego skusi.
Najważniejsze jest jednak działanie, a ono jest świetne. Usta od razu po nałożeniu wyglądają ładnie, a suche skórki są mnie widoczne i taki efekt na szczęście się utrzymuje. Ten kosmetyk skutecznie złagodził moje spalone słońcem, obolałe usta podczas wakacji i tym zdobył moje zaufanie. Świetnie zmiękcza i odżywia usta. Używam go na noc oraz na co dzień, zarówno solo, jak i pod szminkę. Przyznam, ze jeszcze nie spotkałam się z produktem do pielęgnacji ust, który tak długo by się na nich utrzymywał!
Wady? Na pewno konieczność wyskrobywania kosmetyku z opakowania, o której już wspominałam,  bo przy takiej konsystencji równie dobrze mógłby on być w sztyfcie. Poza tym lepiej zetrzeć go z ust przed posiłkiem, bo nie da się go ładnie "zjeść". O ile po aplikacji usta się do siebie nie kleją, to jedzenie lepi się do nich okropnie!
Moja ocena: 5-/5 Ma swoje wady, ale i tak go kocham. Za każdym razem kiedy używam innych produktów, czuję że czegoś mi w nich brakuje!
Poniżej możecie zobaczyć jak wygląda taki kosmetyczny box Full Mellow.
A oto produkty, które już opisałam:
w pudełeczku znalazł się też wosk, ale... nie mam kominka, ups!:D

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Makijażowe hity na lato! - Róż do policzków Essence, Blush Up! w odcieniu Heat Wave i Balsam do ust Glow tinted lip balm w odcieniu 02 Glam up! od Essence

Essence, Blush Up! - prasowany róż do policzków
Od producenta: Wielobarwny róż na policzki. Delikatna konsystencja i lekka struktura łatwo się aplikuje - nadaje cerze świeży i zdrowy koloryt. Doskonale uwydatnia i podkreśla kości policzkowe, oraz ożywia naturalny odcień skóry. Odpowiednio nałożony nie pozostawia nieestetycznych smug. Kosmetyk utrzymuje się przez długi czas i nie daje uczucia ciężkości. Róż jest mocno napigmentowany, co znacznie zwiększa jego wydajność. Produkt jest doskonałym rozwiązaniem dla osób rozpoczynających pracę z tego typu. Dostępny w dwóch kolorach - Pinky Flow, Heat Wave.
Cena: ok 15,49zł / 8g 
Moja opinia: Mój odcień to Heat Wave. Od razu gdy go zobaczyłam to pomyślałam, że będzie idealny na lato - i nie pomyliłam się! Kolor jest tak śliczny zarówno w pudełeczku, jak i na polikach, że nie mogę się na niego napatrzeć!
Musicie wiedzieć, że do niedawna produktów tego typu nie używam prawie wcale. Zawsze czułam się w nich dziwnie, bo te które poznałam do tej pory nie dawały mi takiego efektu jaki chciałam. Poza tym nie mam wprawy w ich nakładaniu, więc to pewnie też robi swoje. Ten jednak jest całkiem prosty w obsłudze. Zaczęłam go używać  po ostatnim spotkaniu blogerek i od razu go polubiłam. Zawsze przeciągam delikatnie pędzlem po wszystkich odcieniach różu i otrzymuję kolor idealny. Jak pisze producent, produkt jest bardzo mocno napigmentowany, ale nie robi plam i jest dobry dla początkujących. Z nim na policzkach wyglądam promiennie i naturalnie, myślę że znalazłam idealny róż dla mojej urody. Dodam też, że jest bardzo trwały i... uzależnia!

Moja ocena: 5/5 Po raz pierwszy w życiu nie wyobrażam sobie makijażu bez różu. Nawet opakowanie jest genialne, z łatwością je otwieram nie łamiąc przy tym paznokci.:D

Essence, Glow tinted lip balm w odcieniu 02 Glam up! 


Od producenta:
Go glow! Miękka konsystencja balsamu rozpieści Twoje usta i da im odrobinę koloru. Połyskujący róż, czerwień i koral sprawią, że usta nabiorą intensywniejszej barwy i będą wyglądać świeżo i promiennie. Aby pogłębić kolor pomaluj je kilkakrotnie. Dostępny w trzech odcieniach.

Cena: 10zł / 1,9g





Moja opinia:
Trudno o balsam do ust, który by dobrze nawilżał, a co dopiero nawilżał i jednocześnie nadawał ustom ładny kolor. Produkt, który dziś Wam prezentuję posiada obie te cechy. Balsam od Essence przyjemnie się aplikuje, wręcz sunie po ustach i zostawia odżywczą warstewkę z pięknym kolorem. Aż dziw, że kosztuje tylko 10zł, bo jakością nie obiega od produktów z wyższej półki! Mój odcień 02 Glam up! to śliczny, żywy koral, który w odpowiednim świetle przypomina nawet fuksję. Jak napisał producent, z łatwością można stopniować intensywność koloru. Produkt sam nie znika z ust, a jeśli jemy i pijemy to możemy zauważyć, że kolor wżera się w nie, co bardzo lubię! 

Moja ocena: 5/5 Od kiedy go mam, wszystkie inne produkty do ust poszły w odstawkę i zapewne jeszcze przez długi czas tak pozostanie.:)

 I na koniec zdjęcie... 
Jak widać w nakładaniu różu jestem bardzo zachowawcza, ale myślę, że jesteście w stanie go tam zauważyć, haha.:D Balsamu chyba nie trzeba komentować. <3
Niestety blogger troszkę zepsuł to zdjęcie i jakby wygładził...

poniedziałek, 26 maja 2014

Tołpa, Botanic Czarna Róża - Odżywczy balsam - miód do ust

Hej dziewczyny! Wybaczcie, że znów nie miałam czasu by napisać coś nowego! Dziś zaległa recenzja produktu, który miał mi zastąpić mojego ulubieńca w pielęgnacji ust (Retimax 1500). Czy mu się udało? Zobaczcie same!:)
 Tołpa, Botanic Czarna Róża 
Odżywczy balsam - miód do ust

 Od producenta: Balsam - miód ma przyjemną miodową konsystencję. Odżywia i regeneruje usta. Zapobiega spierzchnięciom i uszkodzeniom. Wygładza, przywraca miękkość i nawilża. Pozostawia dobrze wypielęgnowane usta.Botaniczne składniki: czarna róża, oliwa z oliwek, olej awokado, olej makadamia, masło kokum, masło shea.
Cena: 18zł / 8ml


Moja opinia: Balsamik kupiłam po przeczytaniu kilku pozytywnych opinii, skusił mnie też fakt, że jest zapakowany w słoiczek. Do tej pory używałam produktów do ust w sztyfcie, wyjątkiem był Retimax, który jest zwykłą maścią w tubce, byłam więc ciekawa czy polubię się z taką formą aplikacji prosto ze słoiczka. Konsystencja jest typowa dla maseł do ust, przyjemnie kremowa. Produkt nadaje ustom lekki połysk, wygląda to ładnie i przyjemnie się "nosi", gdyż nie jest lepki. Ma bardzo przyjemny zapach - niby kwiatowy, ale trochę przypomina mi też zapach gumy balonowej.:)
Balsam świetnie poradził sobie z moimi przesuszonymi ustami, zawsze nakładam go na noc, a rano usta są zadbane i gotowe do nałożenia szminki. Pod tym względem mam do niego pełne zaufanie i Retimax poszedł w odstawkę. :) Często stosuję go też w ciągu dnia, a ubytku nie widać, jest bardzo wydajny! Kupiłam go w lutym i przy regularnym stosowaniu wciąż mam dużo ponad połowę opakowania. Kiedy na paluchach zostaje mi resztka produktu, zazwyczaj wcieram ją w wierzchnią część dłoni i tutaj też sprawdza się super ratując suche kostki. Zdarza mi się nakładać go na noc pod oczy, jeśli zapomnę wcześniej użyć czegoś innego, a leżę już w łóżku. Też jest w porządku i nie podrażnia, ale nie mam pojęcia czy powinnam tak robić, co o tym myślicie?
Cena jest dość wysoka, ale ja długo się na niego czaiłam i gdy w końcu natrafiłam na dni darmowej wysyłki na stronie Tołpy, nie mogłam się oprzeć! Stacjonarnie niestety go nie znalazłam, a szukałam.
Niestety średnio się polubiłam z macaniem paluchami w opakowaniu, więc wolałabym ten produkt w wersji pomadki.
Moja ocena: 4+/5 Gdyby był lepiej dostępny i miał swój odpowiednik w sztyfcie to byłby chyba ideałem.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
o mnie
Moje zdjęcie
Witam! Jestem studentką filologii angielskiej, w wolnym czasie lubię czytać blogi o tematyce związanej z kosmetykami i wizażem jak i sama tworzyć swoje recenzje, stąd pomysł na założenie bloga. Postaram się by blog nie ograniczał się do tematyki kosmetyków, a dotyczył również innych dziedzin życia. Zapraszam do zaglądania tu częściej i obserwowania jak blog się rozwija!:)