Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balsam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balsam. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 grudnia 2015

Malinka od The Body Shop - moje małe rozczarowanie


 Hej Kochane! Z marką The Body Shop mam do czynienia dopiero od niedawna, a ten produkt jest jednym z pierwszych, których używałam. Jak już pewnie zauważyłyście po tytule wpisu - jestem nim nieco rozczarowana. Po więcej szczegółów zapraszam do dalszej części posta!

Moja opinia: Produkt ma poręczną buteleczkę z pompką i lekką konsystencję czegoś pomiędzy mleczkiem a balsamem. Jego różowawy kolor dodatkowo umila aplikację. Szybko się wchłania i jest całkiem wydajny, ale zraziła mnie w nim bardzo ważna cecha - zapach! Spodziewałam się aromatu prawdziwej, soczystej i lekko kwaśnej maliny, a spotkałam... Przesłodzoną sztuczną malinę niemającą nic wspólnego z moimi oczekiwaniami. Zapach utrzymuje się na ciele przez wiele godzin, co normalnie byłoby zaletą, ale w tym przypadku niekoniecznie. Fakt, jest całkiem znośny, ale mimo wszystko nie używam tego balsamu z przyjemnością, wręcz zawsze go unikam i wolę sięgnąć po coś innego. Jedyne co go ratuje, to dobre właściwości nawilżające i wspomniane już szybkie wchłanianie. Cieszę się, że niewiele za niego zapłaciłam, bo inaczej bardzo żałowałabym zakupu.
Moja ocena: 4-/5 Ten zapach zdecydowanie wypadałoby podrasować. 

Znacie ten balsam? Wiem, że wielu z Was może przypaść do gustu, ale proponuję porządnie go obwąchać przed zakupem. Szkoda, że sama tego nie zrobiłam. :-)

czwartek, 24 września 2015

Smarowidła od Balea - Krem uniwersalny (twarz, ciało, usta) 50's forever i migdałowy balsam do ciała z olejkiem migdałowym

Hej Kochane! Dziś będziemy się balsamować! Jak każda blogerka nigdy nie mam dość balsamów i kremów, więc kiedy dostałam w prezencie moich dzisiejszych bohaterów, byłam wniebowzięta. Jesteście ciekawe czy mój entuzjazm nie zmalał przy bliższym ich poznaniu? Zapraszam do lektury!
 Balea, Krem pielęgnacyjny do ciała, twarzy i ust o zapachu wiśni - 50's forever 
Od producenta: Krem o uwodzicielskim zapachu wiśni. Nie zawiera parafiny.
Uniwersalny krem idealny do codziennej pielęgnacji ciała, twarzy i ust sprawia, że skóra staje się niezwykle miękka i elastyczna. Krem zamknięty w poręcznej metalowej puszce o bogatym, niepowtarzalnym designie.
Cena: ok 11,50zł/30ml 
Moja opinia: Opakowanie kremu ma bardzo ładną szatę graficzną, a sam fakt że jest metalowe sprawił, że przypomina mi popularny krem Nivea. Chcąc nie chcąc zaczęłam postrzegać ten produkt jako uniwersalny krem na miarę Nivea i tak mi już zostało. Jest nieco lżejszy w konsystencji od swojego popularnego kolegi znanej marki, ale i dość treściwy, tłustawy. Producent stwierdza, że pachnie wiśniami, ale sama bym na to nie wpadła wąchając go. Niemniej jednak ma niesamowicie przyjemny zapach, który umila jego używanie.
Jako posiadaczka cery problematycznej podeszłam z rezerwą do stosowania go na twarz. Olej kokosowy i masło shea zawarte w składzie nie są dobrym wyjściem dla posiadaczek cery takiej jak moja. Używałam go jedynie na szyję i dekolt, kiedy akurat zapomniałam użyć czegoś innego i spisał się bardzo dobrze - nawilżał i nie uczulał. Zdarzyło mi się aplikować go pod nos w czasie choroby (nosek przetarty od chusteczek - chyba każdy to zna) i spisał się wyśmienicie nawilżając podrażnioną skórę. 
Na ustach sprawdza się średnio. Od niechcenia przecieram je tym kremem kiedy akurat mam go pod ręką, ale jeśli są przesuszone to szybko zapominam że cokolwiek na nie aplikowałam. Suchych ust nie zregeneruje na pewno, a te zadbane zabezpieczy i delikatnie nawilży.
Bardzo lubię używać go jako balsam do ciała. Doskonale nawilża i natłuszcza ciało, dając przy tym ochronną, lekko tłustawą warstewkę,  (co jednak nie każdemu może się spodobać).
Świetnie sprawdzi się stosowany na kolana i łokcie, lub jako krem do rąk.  
Moja ocena: 4/5 Dzięki niewielkiej pojemności sprawdza się szczególnie w podróży - jako krem do rąk i do ciała, a w razie potrzeby nawet do stóp, jeśli nie są wymagające. 


Balea, Creme - Ol Bodylotion mit Mandelol - Balsam do ciała z olejkiem migdałowym
Od producenta: Intensywnie pielęgnujący balsam do ciała z proteinami mleka i nawilżającymi olejkami: migdałowym, sojowym i słonecznikowym pielęgnuje suchą skórę. 
Formuła zawiera witaminę E i allantoinę, które nadają skórze gładkość, do tego łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Produkt testowany dermatologicznie. 
Produkt wegański. 
Cena: 9zł / 200ml
INCI: Aqua, Isopropyl Palmitate, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Glycine Soja Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Phenoxyethanol, Parfum, Tocopheryl Acetate, Carbomer, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Allantoin, Tocopherol, Ethylhexylglycerin, Citric Acid.

Moja opinia: Ten balsam pochodzi z edycji limitowanej, ale jeśli dobrze rozumiem, to co jakiś czas lubi powracać na półki sklepowe. Jego główną zaletą jest przepiękny migdałowy zapach, z tych słodkich i budyniowych. Uwielbiam go! Balsam ma rzadką konsystencję przypominającą mleczko i biały kolor. Jeśli wierzyć informacjom zawartym na opakowaniu, zawiera 40% olejków, a więc jest dość treściwy. Można się o tym przekonać podczas aplikacji, bo kiedy z nim przesadzimy na skórze wyczuwalna jest nieco tłusta warstwa. Dla mnie to nie problem, poza tym z reguły używałam go oszczędnie. Zaraz po aplikacji da się wyczuć, że skóra jest wygładzona i nawilżona, ale u mnie niestety był to efekt krótkotrwały. Używałam go na noc, a rano po nawilżeniu zostało niewiele. To bardzo mnie w nim rozczarowało, bo po tak bogatym produkcie spodziewałam się czegoś więcej.
Moja ocena: 3+/5 Lubiłam go ze względu na zapach, ale nie radził sobie ze swoją główną funkcją, więc co mi po nim?
 A jakie Wy macie doświadczenia z mazidłami od Balea? 

TUTAJ przeczytacie o innych produktach tej marki, które opisywałam.:)

piątek, 13 lutego 2015

GorVita, anticellulitis - walka z pomaranczowa skorka

GorVita, Żel anticellulitis modelująco - wyszczuplająco - ujędrniający
Hej Kochane! Dziś będzie o kolejnym produkcie, który ma za zadanie pomóc w walce z cellulitem. Mimo, że do lata jeszcze daleko, ja już podjęłam walkę z tym okropieństwem, a właściwie wcale jej nie zaprzestałam z nadejściem zimy! Uparcie dążę do celu, hihi.:)
Jesteście ciekawe jakie są moje wrażenia ze stosowania Żelu Anticellulitis? Zapraszam do dalszej części posta!
 Cena: ok 20zł /200ml
Moja opinia: Naszego pogromcę cellulitu znajdziemy w niewielkiej buteleczce z pompką, która dodatkowo kryje się w kartoniku. Pompka działa bez zarzutu i dozuje odpowiednią ilość produktu.
Sam produkt wcale nie jest tak na prawdę żelem, a raczej gęstym balsamem lub żelo-kremem. Ma beżowy kolor, co możecie zobaczyć na drugim zdjęciu, a przez przezroczyste opakowanie  dokładnie widać ile produktu jeszcze nam zostało. Mimo, że nie używam go dużo, bo tylko dwie pompki dziennie (tylko na wybrane partie ciała), produktu dość szybko mi ubywało, więc za tą cenę uważam że fajnie byłoby dostać go troszkę więcej.
Ciekawe jesteście tego czy działa? Działa, ale nie do końca. Skóra w czasie jego używana była ujędrniona i napięta, jednak uparta pomarańczowa skórka została i ma się całkiem nieźle. W niektórych miejscach jest mniej widoczna, w innych bez zmian. Tragedii nie ma, ale zachwytów też brak.
Producent zaleca używanie tego produktu nawet kilka razy dziennie, ale nie będę oryginalna i napiszę, że nie mam na to czasu. Aplikowałam go tylko wieczorem. 
Zapewne gdybym znalazła czas na powtarzanie tej czynności, efekty byłyby jeszcze lepsze. 
Po jego użyciu skóra się nie lepi, produkt szybko się wchłania i jest przyjemny w stosowaniu. Ma dość specyficzny, apteczny zapach, który nie utrzymuje się na skórze i osobiście mi nie przeszkadzał. Wiele z dziewczyn narzeka na uporczywe pieczenie po aplikacji, ja jednak się z tym nie spotkałam. Kilka razy poczułam ciepło na skórze, ale nie było żadnego szczypania, pieczenia czy zaczerwienienia. Nawet kiedy aplikowałam go bezpośrednio po wykonaniu peelingu nie spotkał mnie taki dyskomfort! Bardzo się zdziwiłam, bo w przypadku chłodzącego produktu innej marki (Eveline) czułam prawdziwy chłód, a tutaj zapowiedzianego pieczenia nie było. Jak dla mnie jest to raczej zaleta niż wada, bo wiem że najprawdopodobniej mogłabym stosować go również latem bez ryzyka, że się roztopię!;)

Moja ocena: 4-/5 Mogło być lepiej, ale i tak używałam go z przyjemnością.

środa, 26 listopada 2014

Regenrujący balsam do ciała i krem do rąk Max Repair od evrēe

Hej kochane! Jak większość z Was dostałam do testów produkty marki Evree. Szczerze mówiąc gdybym wcześniej widziała, że tak wiele blogerek będzie je testowało, to na pewno nie podjęłabym się testów.  Ale jest jak jest. O dziwo nie żałuję! Postanowiłam napisać ten post teraz, bo lada dzień ich recenzje będą pewnie wyrastały jak grzyby po deszczu!
MAX REPAIR
BALSAM DO CIAŁA
regenerującydo skóry bardzo suchej
Emolienty roślinne zawarte w balsamie przywracają prawidłowe funkcje skóry. W połączeniu z bogactwem składników aktywnych wspierają naturalne zdolności regeneracyjne naskórka. Skoncentrowana formuła-szybko się wchłania.
SKŁADNIKI AKTYWNE:
olejek arganowy
ceramidy
witaminy A, E i F
DZIAŁANIE:
skutecznie regeneruje naskórek
zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia
przywraca elastyczność i zdrowy wygląd
przeciwdziała procesom starzenia
POJEMNOŚĆ 400ml
Moja opinia: Zwykłe, duże opakowanie nie skradło mojego serca i jakoś tak po tym produkcie cudów się nie spodziewałam, ale zostałam miło zaskoczona. Najwspanialszą cechą tego balsamu jest jego zapach! O ile zazwyczaj unikam typowo perfumowanych smarowideł (chyba, że o zapachu czekolady!) to ten podbił moje serce. W butelce bardzo przypomina mi perfumy DKNY Be Delicious. <3 Na ciele zapach jest nieco inny, ale nadal przyjemny, subtelny i kobiecy. Jeśli chodzi o działanie produktu, to również jest na wysokim poziomie. Nawilżenie i zmiękczenie skóry, jakie otrzymuję już po jednym użyciu niczym nie odbiega od moich ulubieńców od Tołpy, więc jest moc. Wchłania się dość szybko i wcale go sobie nie żałuję, mimo że producent radzi ograniczanie się do małych ilości ze względu na skoncentrowaną formułę.
MAX REPAIR
KREM DO RĄK
regenerujący do skóry suchej i podrażnionej
Emolienty roślinne zawarte w kremie przyspieszają wnikanie składników aktywnych w głębokie warstwy skóry dłoni, tworząc na ich powierzchni ochronny film.
Nie pozostawia nieprzyjemnego uczucia lepkości.
SKŁADNIKI AKTYWNE:
olejek arganowy
olejek avocado
olejek migdałowy
d-panthenol
DZIAŁANIE:
odbudowuje zniszczony naskórek
koi spierzchnięte i zniszczone dłonie
przywraca skórze miękkość i elastyczność
POJEMNOŚĆ: 100ml
Moja opinia: Tutaj sytuacja jest wręcz odwrotna, spodziewałam się czegoś fajnego dla moich dłoni, ale ten krem mnie nie oczarował. Wchłania się dobrze, ale zostawia na moich dłoniach jakieś dziwne uczucie, nie chodzi tu o żadną tłustą, czy lepką warstwę, ale jeszcze długo po użyciu czuję go na skórze. Przy regularnym stosowaniu pozytywnie wpływa na dłonie, ale pojedyncze użycia niestety nie działają w ogóle. Zapachem przypomina mydło Dove, bardzo intensywne. Znam lepsze kremy do rąk, więc tego nie polecę, ale na balsam warto zwrócić uwagę.

środa, 30 lipca 2014

Mythos: krem do ciała i rąk oliwka i papaja

Hej dziewczyny! Dziś będzie o smarowidełku, które wygrałam u jednej z Was, zapraszam! 

 Cena: 75ml/ok 22zł
Moja opinia: Kremik pachnie soczystym owocem papai (a przynajmniej tak myślę, bo nie przypominam sobie jak ten owoc pachnie), ale ma też w sobie dziwną nutkę, którą mój narzeczony nazwał zapachem "jak u lekarza". Na szczęście na ciele już jej tak nie czuć, a przyjemny zapach utrzymuje się na skórze przez kilka godzin.
Jego konsystencja przypomina mi trochę klasyczny krem Nivea, jest gęsty i przez to mam wrażenie, że traci na wydajności. 
Działanie jakie zauważyłam to niewątpliwe nawilżenie i wygładzenie skóry. Moja skóra wręcz piła ten krem i wystarczył mi przez to na ok 10 użyć. Świetnie się wchłaniał i nie pozostawiał żadnej lepkiej warstewki na skórze, dlatego podczas upałów używałam go z przyjemnością. Dłoni jakoś specjalnie nim nie smarowałam, jedynie przy okazji pielęgnacji reszty ciała, a to dlatego że byłam zadowolona z tego jak sprawował się w roli balsamu i było mi go po prostu szkoda do dłoni.:)
Produkt ma małą pojemność i niestety wcale niemało kosztuje, co w połączeniu z niezbyt dobrą wydajnością sprawia, że raczej do niego nie wrócę.
Moja ocena: 4-/5 Mimo wad uważam, że był całkiem przyjemny.
A Wy znacie ten kremik? Miałyście już styczność z kosmetykami Mythos?

Raz jeszcze zapraszam do udziału w moim rozdaniu KILK

piątek, 4 kwietnia 2014

Tołpa, Eco SPA, Odprężający krem-serum do masażu

Witam kochane! Nawet nie wiecie jak cieszę się, że poprzedni post zyskał taką popularność! Dziś wrócimy pielęgnacji, która jest moim ulubionym tematem, ale niebawem znów recenzja pomadki (tym razem KOBO) w bardzo podobnym odcieniu, więc bądźcie czujne!:)
Tołpa, Eco SPA, Odprężający krem-serum do masażu 


Nasz kosmetyk spa: ma przyjemną, plastyczną konsystencję. Modeluje i ujędrnia ciało. Regeneruje i odżywia, przywraca sprężystość skóry. Wprowadza w stan relaksu, odpręża i rozluźnia ciało. Może być stosowany do automasażu lub masażu całego ciała.
Skład: Aqua, C12-C15 Alkyl Benzoate, Isostearyl Lactate, Glycerin, Caprylic / Capric Trigliceride, Peat Extract, Cetyl Alcohol, Steareth-7, Sucrose Stearate, Stearyl Alcohol, Parfum, Butyrospermum Parkii (Shea Butter),Garcinia Indica Seed Butter, Hydrogenated Sesame Seed Oil, Caprylyl Glycol, Centella Asiatica Extract, Coffea Robusta Seed Extract, Propylene Glycol, Steareth-20, Acrylates / Alkyl Acrylate Copolymer, Xanthan Gum, Magnesium Aluminium Salicylate, Disodium EDTA, Potassium Phosphate, Sodium Hydroxide, Citral, Limonene. Cena: ok39zł / 250ml

Moja opinia: Krem-serum jest gęstym produktem i nazwałabym go raczej krem-masło, jak dla mnie konsystencja jest idealna. Jest bardzo wydajny, dzięki czemu warto zapłacić za niego te prawie 40zł (często widuję go na promocjach!). Najpiękniejszy w tym wszystkim jest zapach; intensywny, orientalny, ciepły, otulający. Najlepiej samemu powąchać przed zakupem, bo nie każdemu się spodoba, ale mnie urzekł.  Zapach pozostaje na skórze na wiele godzin, a na ubraniach nawet przez parę dni - super! Zgodnie z obietnicami krem-serum świetnie nadaje się do masażu, ale ja bardzo często stosuję go po prostu jako balsam i tutaj też się nie zawiodłam. Wchłania się ok 2 minuty, nie pozostawia tłustej warstwy. Moją skórę bardzo dobrze nawilża i faktycznie zauważyłam obiecane ujędrnienie, obawiam się jednak że właścicielki skór suchych musiałyby używać go częściej (czego nie powinnam się czepiać, bo na opakowaniu jest napisane by używać go 1 lub 2 razy dziennie). Muszę też pochwalić ten produkt za to, że mogę stosować go nawet po goleniu nóg i nie występuje żadna reakcja alergiczna, choć zazwyczaj mam z tym problem.
Moja ocena: 5/5 Idealnie trafiony w mój gust.:)

piątek, 7 marca 2014

Gosh Self Tan Lotion - balsam opalający do twarzy i ciała - do każdej karnacji - moja perełka!

Witam! Wiem, że ten post był już na moim blogu, ale postanowiłam go nieco odświeżyć. Napisałam go zaraz po stworzeniu bloga i niestety niewiele osób go przeczytało, a uważam że ten balsam zasługuje na znacznie więcej! Ja właśnie wróciłam do niego po zimowej przerwie i zakochałam się na nowo...:)
Gosh Self Tan Lotion - balsam opalający do twarzy i ciała - do każdej karnacji

Od producenta: Balsam samoopalający do twarzy i ciała z systemem dziennego nawilżania nadaje skórze efekt naturalnej opalenizny. Pozostawia skórę nawilżoną, miękką i gładką. Idealny do stosowania przez cały rok. Kolor na skórze utrzymuje się od 4 do 6 dni od pierwszej aplikacji.

Składniki aktywne: ekstrakt z buraka cukrowego i skrobi kukurydzianej, Witamina A oraz kwas linolowy zapewniają skórze optymalną ochronę przed wolnymi rodnikami i stresem, organiczna wilcza jagoda – nazywaną też „szczęśliwą jagodą” (ponieważ wywołuje spokój i dobre samopoczucie), zwiększa energię, witalność i siłę oraz chroni ciało przed przedwczesnym starzeniem.
Składniki na bazie cukru: kwas DHA, który współdziała z kwasowością naszej skóry, aby uzyskać naturalnie wyglądający kolor.
Stosowanie:Przed nałożeniem balsamu polecamy zastosować peeling złuszczający. Nakładać balsam maksymalnie 2 razy w tygodniu. Po aplikacji należy dokładnie umyć ręce.
Mój miał napisy w języku angielskim i serbskim, ale znajdują się tam troszkę inne informacje niż powyższe więc pozwolę sobie przetłumaczyć "po łebkach" to czego nie znalazłam w powyższym:
  • przy nakładaniu powinniśmy unikać kontaktu tego środka z brwiami i linią włosów (barwi)
  • należy zaczekać ok minuty zanim założymy ubranie po zastosowaniu tego balsamu
  • najlepiej nie pocić się i nie moczyć skóry przez co najmniej 4 godziny po zastosowaniu
Cena: ok 40/50zł /150ml
Moja opinia: Nakładanie tego balsamu to przysłowiowa bułka z masłem - opakowanie z pompką to duża zaleta. Jako że sam kosmetyk ma intensywny brązowy kolor, nie ma mowy o jakichkolwiek smugach czy niedokładnym roztarciu - na skórze dokładnie widać gdzie kosmetyku nałożyliśmy zbyt dużo i łatwo się z nim pracuje, bo nie zastyga. Pierwsze efekty widoczne są natychmiast po nałożeniu (za względu na sam kolor produktu). Ostateczny efekt widać po ok 4h.
Na zdjęciach pokazałam fazami jak wygląda podczas aplikacji i już po dokładnym rozprowadzeniu.
Jak widać kolor jest intensywny, ale po dokładnym roztarciu efekt jest subtelny, trzyma się długo (parę dni na pewno) i schodzi równomiernie. Skóra faktycznie jest nawilżona i przede wszystkim: nie ma tego typowego dla samoopalaczy smrodku (zaryzykuję stwierdzenie że ma bardzo przyjemny zapach), no i nie barwi ubrań. 
Jest bardzo wydajny: użyłam go ok 15 razy na całe ciało, a zużyłam zaledwie 1/3 opakowania! Stosuję go średnio co 2/3 dni.
Jestem bladolicą blondynką i na początku obawiałam się efektu, ale produkt na prawdę pozytywnie mnie zaskoczył! Moja rada: nakładajcie cienkie warstwy. Grubymi można sobie zaszkodzić i uzyskać sztuczny kolor, ale jeśli macie ciemną karnację to myślę że nie będzie to problemem. 

Moja ocena: 5/5 jestem oczarowana, moi bliscy również zachwycają się naturalnym i WIDOCZNYM efektem jaki daje ten produkt, po użyciu go 2 razy wyglądałam jak po paru dobrych dniach na wczasach, dla mnie duży + i myślę, że jest wart każdej złotówki!

EDIT: Widziałam go w HEBE :)

czwartek, 19 grudnia 2013

Czekoladowe kosmetyki: Budyń czekoladowo - pomaranczowy do ciała dla dzieci - Skarb Matki, Fun, // Żel pod prysznic `Chocolate Kiss` Soraya, So Fresh!

Witam kochane! Nie wiem jak Wy, ale ja UWIELBIAM kosmetyki o zapachu czekolady...mmm! Dziś recenzja dwóch kosmetyków o takim właśnie zapachu, które otrzymałam na rybnickim spotkaniu bloggerek. Zapraszam do przeczytania jak się u mnie sprawdziły!
Na pierwszy ogień idzie:
Skarb Matki, Fun, Budyń czekoladowo - pomaranczowy do ciała dla dzieci
Od producenta: Budyń czekoladowo - pomarańczowy do ciała dla dzieci - dla malucha, mamy malucha i każdego łakomczucha.Do stosowania przy skórze suchej, wrażliwej i skłonnej do atopii zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Balsam szczególnie polecany po kąpieli w mocno chlorowanej wodzie.

Działanie: nawilżanie, natłuszczanie. Doskonale się rozprowadza. Pozostawia na skórze lekką, hydro-lipidową warstwę ochronną

Stosowanie: po kąpieli na skórę całego ciała
Cena: ok. 15zł / 140ml
Moja opinia: Dzieci nie mam więc sama się za niego zabrałam, a co?! :> Zapach jest obłędny: czekolada z pomarańczą. 
Praktyczne opakowanie z zabezpieczeniem pod pokrywką.
Barwa lekko brązowa. Konsystencja faktycznie budyniowa, nie jest gęsty jak masła do ciała, ale też nie jest lejący jak balsamy. Wchłania się szybko, mimo iż jest lekko tłusty i nie pozostawia żadnej lepkiej ani tłustej warstwy na skórze. Jest wydajny, niedrogi  i bardzo dobrze nawilża. Jest hipoalergiczny i nie podrażnia skóry, nawet gdy stosuję go po goleniu nóg. Ale wróćmy do zapachu! :D Nie jest intensywny, ale dobrze wyczuwalny. Utrzymuje się na skórze długo, rekordem było kiedy ok 9:00 rano posmarowałam nim ciało, a ok 19:00 wieczorem dałam dziewczynom na uczelni powąchać moją rękę na której wciąż czuć było czekoladę i pomarańczę! Nawet kiedy ja przestaje już go czuć to wiem, że on nadal pachnie bo mój chłopak wciąż mi o tym powtarza i nawet czasem mi go podkrada :)Jedyne co mnie rozczarowało to fakt, że opakowanie sugeruje, że pojemność bardzo jest duża:
a po odwróceniu ...
widać, że to tylko wrażenie :D
Niemniej jednak na opakowaniu oczywiście jest informacja o ilości produktu w opakowaniu, więc niczego się nie czepiam - opisuję tylko moje wrażenia.:)

Moja ocena: 5/5 Nie wiem czy jest skarbem matki, ale moim na pewno! <3

Następnym cudem jest :
Soraya, So Fresh! Żel pod prysznic `Chocolate Kiss`
Od producenta: Czekoladowa euforia z pikantną nutą. Żel pod prysznic z ekstraktem z pieprzu afrykańskiego zapewni Ci słodką przyjemność i zmysłowy relaks. Doskonale oczyści skórę, a codzienny prysznic zamieni w cudownie aromatyczny rytuał. Nie daj się zwieść lekkiej, wibrującej nucie cytrusów. Możesz ją wyczuć tylko przez sekundę, by natychmiast zanurzyć się w kremowy zapach mlecznej czekolady, słodkiej wanilii i pudrową nutę bazy.

Cena: ok11zł / 300ml
Moja opinia: Barwa jest lekko brązowa - tak jak w przypadku budyniu. Opakowanie ma świetną szatę graficzną, jest poręczne i zamykane na zatrzask.
Żel świetnie się pieni, podczas mycia skóra staje się gładka i miła w dotyku.
W opakowaniu produkt pachnie CUDNIE! Nie czuję tam żadnego pieprzu, samą pyszną czekoladę. Pierwsza minuta mycia się tym żelem to obiecana przez producenta czekoladowa euforia! Jednak po minucie czekolada (mimo, że odrobinę jeszcze wyczuwalna) ustępuje innemu zapachowi, który określiłabym właśnie jako połączenie wspomnianej przez producenta pudrowej bazy z wanilią i cytrusami. Ten zapach też jest piękny, ale...gdzie moja czekoladka?:(
Zawsze myję się tym żelem 2 razy żeby znów ją poczuć.
Na skórze niestety pozostaje w znacznym stopniu zapach nr2, ale produkt mimo tej "znikającej" czekolady na pewno będzie moim ulubieńcem. :) 
Moja ocena: 4/5 na pewno do niego wrócę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
o mnie
Moje zdjęcie
Witam! Jestem studentką filologii angielskiej, w wolnym czasie lubię czytać blogi o tematyce związanej z kosmetykami i wizażem jak i sama tworzyć swoje recenzje, stąd pomysł na założenie bloga. Postaram się by blog nie ograniczał się do tematyki kosmetyków, a dotyczył również innych dziedzin życia. Zapraszam do zaglądania tu częściej i obserwowania jak blog się rozwija!:)