Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 grudnia 2015

Delia blueberry body scrub - jagodowy peeling do ciała

Hej! Przychodzę do Was z postem o jagodowym scrubie do ciała marki Delia. Kto oparłby się temu ślicznemu słoiczkowi? Ja na pewno nie!;)
Od producenta: Pielęgnacja ciała o zapachu jagody
 Cudowny peeling do ciała na bazie soli zawieszonej w odżywczym musie pielęgnującym
Złuszcza, pobudza mikrokrążenie i reguluje procesy regeneracji naskórka
Składniki aktywne doskonale nawilżają i odżywiają, pozostawiając delikatny film na skórze. Ciało staje się wyjątkowo gładkie i miękkie w dotyku
Aromatyczny zapach jagody pobudza zmysły i otula ciało aromatyczną aurą
Po zabiegu nie ma potrzeby stosowania balsamu czy masła
Po zużyciu peelingu piękne ceramiczne opakowanie możesz wykorzystać w dowolny sposób. Daj „drugie życie opakowaniu", a zadbasz o środowisko i sprawiasz sobie wiele przyjemności, kreując nowe otoczenie
Cena: ok 24,50zł/300g
 Moja opinia: Scrub umieszczony w uroczym słoiczku świetnie nadaje się na prezent. Po uchyleniu wieczka od razu wyczuwalny jest piękny, orzeźwiający zapach jagody. Konsystencja produktu jest gęsta i treściwa, ale w kontakcie z ciepłą, zwilżoną skórą łatwo się rozprowadza. Peeling jest bardzo dobrym zdzierakiem, a przy tym nie podrażnia skóry i pozwala na wykonanie kilkuminutowego masażu. Nie pozostawia na skórze żadnej tłustej olejowej, ani parafinowej warstewki. O ile parafiny nie lubię, to odrobina wyczuwalnego olejowego filmu na skórze jest przeze mnie pożądana. Niestety tutaj tego brakuje, więc dodatkowa aplikacja balsamu jest jak najbardziej wskazana. Pojemność 300ml wystarczyła mi na wiele użyć i zaliczam ten produkt do wydajnych, zapewne to dzięki jego gęstej strukturze. Po aplikacji cała łazienka pachnie jagodami, a mimo ciemnego koloru kosmetyk nie brudzi wanny, z czego jestem bardzo zadowolona, bo po takim domowym spa chyba nikt nie ma ochoty na podwijanie rękawów i szorowanie wanny. :)
 Moja ocena: 4+/5 Nie ideał, ale na pewno wart polecenia! :)

niedziela, 2 sierpnia 2015

Farmona cukrowy peeling do ciała tutti frutti - Papaja & Tamarillo

 Hej dziewczyny! 
Peelingi tutti frutti od Farmony chodziły za mną od baardzo dawna, aż niespodziewanie dostałam jeden z nich w prezencie na katowickim spotkaniu blogerek. Cała w skowronkach błyskawicznie zaczęłam go używać, a mój entuzjazm znikał stopniowo i bezpowrotnie... 
Chcecie wiedzieć czym ten biedaczek sobie zawinił? Czytajcie dalej...
 Od producenta: NIEBIAŃSKA SŁODYCZ i WAKACYJNA BEZTROSKA każdego dnia!
Cukrowy peeling do ciała o niebiańsko słodkim zapachu papai i egzotycznego tamarillo.
Egzotyczna papaja, dzięki swoim prozdrowotnym właściwościom nazywana owocem aniołów, przez stulecia była czczona przez Indian.  Połączona z tropikalnym tamarillo, tajemniczym owocem znanym jako zaginiony pokarm Inków, przenosi w egzotyczny świat beztroskiej błogości.
Cukrowy peeling doskonale myje, regeneruje i pielęgnuje ciało. Dzięki zawartości masła Karite głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia skórę, sprawiając że staje się zachwycająco miękka i delikatna. Naturalne kryształki cukru, zanurzone w odżywczym olejku, usuwają martwy naskórek, wygładzając ciało. Kuszący zapach egzotycznych owoców, koi zmysły i odpręża.
 Moja opinia: Peeling Farmony w wersji zapachowej papai i tamarillo niestety w praktyce pachnie nieco chemicznie i dość sztucznie, choć na początku całkiem mi się podobał. Z czasem nie tylko zapach stawał się męczący, ale i parafina, która znajduje się na pierwszym miejscu w składzie. Należę do osób, które parafinowej warstwy na ciele unikają jak ognia i po użyciu tego peelingu zawsze muszę umyć się żelem pod prysznic. Po jego aplikacji czuję na skórze lepką, tłustą, bardzo nieprzyjemną powłokę. A przecież tak powinno to wyglądać, bo ten produkt sam z założenia ma być myjący, a nie wymagać zmywania. W efekcie nie ma mowy o żadnych właściwościach regenerujących skórę, wspomnianych przez producenta. Jeśli natomiast chodzi o jego właściwości peelingujące, nazwałabym go całkiem dobrym zdzierakiem. Nieźle radzi sobie z masażem skóry i usuwaniem martwego naskórka, ale krzywdy nikt sobie nim nie zrobi i pod tym względem bardzo mi odpowiada. Podoba mi się też jego konsystencja, która jest po prostu idealna, bo nie spada i nie ześlizguje się ze skóry, a gwarantuje wygodną aplikację produktu. Jego cena to ok 15zł za 300g, ale czy warto..?
Moja ocena: 3/5 Może inna wersja zapachowa będzie dla mnie lepsza, ale tej parafiny mu nie wybaczę!

piątek, 9 stycznia 2015

Mydło czarne Nacomi - peeling enzymatyczny i dogłębne oczyszczenie

Hej kochane! Zaraz jadę na uczelnię i czeka mnie dziś baaardzo trudny egzamin, więc trzymajcie za mnie kciuki!
Tymczasem zapraszam Was na recenzję czegoś fajnego :)
Od producenta: Mydło czarne produkowane jest ze zmiażdżonych oliwek i wody w Maroku. Działa jak peeling enzymatyczny. Złuszcza i oczyszcza skórę. Idealnie przygotowuje twarz i ciało do dalszej pielęgnacji. Polecany do stosowania przed zabiegami.
Sposób użycia: Należy nabrać odrobinę mydła suchymi rękami a następnie zmydlić w dłoniach. Nałożyć cienką warstwę i odczekać około 10 minut. Na koniec wszystko zmyć wodą.
Skład:Skład: Aqua, Potassium Olivate.
Cena: Ja kupiłam mydełko w Zielonej Mydlarni (Katowice, ul.Wawelska 2) za 19,00zł/100g
Moja opinia: Mydło otrzymujemy niewielkim słoiczku z osłoną, która chroni wieczko przed ubrudzeniem. Ja wyrzuciłam ją po pierwszym użyciu, bo była trudna do zdjęcia i nie była mi potrzebna - produkt jest na tyle gęsty, że nigdzie się nie przemieszcza.
Samo mydło jest bardzo blade, jak na swoją nazwę, ale pod względem konsystencji wypada tak jak inne produkty tego typu - jest gęste i ciągnące, ale też bardzo wydajne.
Cechuje je specyficzny zapach, który mi w ogóle nie przeszkadza, a z czasem nawet go polubiłam, bo kojarzy mi się z przyjemnym rytuałem nakładania peelingu, wieczorną chwilą dla siebie, a także z naturą - sama przyjemność.:) Czytałam jednak opinie, że niektóre dziewczyny są jego zapachem tak obrzydzone, że nie są w stanie używać tego specyfiku, więc zdecydowanie warto powąchać przed zakupem. 
Przejdźmy jednak do tego, jak mydło spisuje się w akcji - w końcu to jest najważniejsze! Ja używam go tak jak zaleca producent - jako peelingu enzymatycznego. Nakładam zgodnie z zaleceniami producenta, czyli suchymi dłońmi. Nie radzę pakować do słoiczka mokrych łapek, bo taki produkt może przez to mieć krótszą żywotność.
Po chwili rozcierania produktu w dłoniach, pojawia się piana i można nałożyć go na twarz. Producent zaleca trzymanie go na twarzy ok 10 minut, ja jednak radzę zacząć od 5 minut, bo na początku pojawiło się u mnie zaczerwienienie, produkt działa dość silnie. Za każdym razem wydłużałam ten czas i skóra reagowała na niego dużo lepiej. Później wystarczy zmyć produkt za pomocą wody (bardzo ładnie się wtedy pieni) i gotowe!
Jakie są efekty? Dobrze oczyszczona cera, która jest o wiele gładsza niż przed zabiegiem. Ponadto skóra dużo lepiej chłonie wszelkie kremy i olejki. Ja zawsze wykonuję taki zabieg wieczorem, później nakładam na buzię ulubiony olejek (obecnie z witaminą C - pisałam o nim TUTAJ), a rano cera jest promienna i gładka. Świetny sposób na pozbycie się suchych skórek.
Moja ocena: 5/5 Bardzo wydajny i skuteczny produkt, polecam. :)

Jakie czarne mydła Wy znacie i polecacie? Piszcie koniecznie, chętnie sama wypróbuję kiedy skończę ten słoiczek!:)

piątek, 26 grudnia 2014

tołpa: botanic, czarna róża - regenerujący peeling-masaż do ciała

Hej kochani! Jak tam Wasze święta? Było coś fajnego pod choinką?:D U mnie prezenty były suuuuuuper i jeszcze raz wszystkim za nie dziękuję! Na pewno częścią z nich się Wam pochwalę.:)
A dziś będzie o pewnym przyjemniaczku mojej ulubionej marki...
Kliknij, aby powiększyć.
Cena: 36,99zł/180ml
Moja opinia: Ten peeling marzył mi się od dłuższego czasu, ale zawsze jakoś szkoda było mi na niego pieniędzy, więc cieszę się, że w końcu wpadł w moje ręce. Czytałam (i słyszałam) na jego temat wiele pozytywnych opinii i nie mogłam się doczekać aż sama go przetestuję.
Produkt przede wszystkim pięknie pachnie czarną różą, jest to zapach słodki i dość intensywny, ale nie przytłacza i bardzo umila używanie produktu. Utrzymuje się na skórze jeszcze na długo po aplikacji.
Peeling ma świetną konsystencję, jest gęsty i ma sporo olejków. Nie jest mocnym zdzierakiem i podczas pierwszego użycia byłam zawiedziona, ale jak już wyszłam spod prysznica, poczułam że mimo swojej delikatności, produkt bardzo dobrze radzi sobie z wygładzeniem skóry - brawo. Poza tym świetnie nadaje się do masażu. Po aplikacji na skórze pozostaje tłusty film, jednak nie jest on śliski i nie oblepia skóry, a po wytarciu ręcznikiem staje się na prawdę ledwo wyczuwalny. Pozostawia skórę nawilżoną i promienną, nie trzeba używać już żadnego balsamu.
Wydajność jest całkiem przeciętna, więc cena moim zdaniem jest jednak troszkę wygórowana jak za pojemność 180ml. 
Moja ocena: 5-/5 Świetny, ale minusik za cenę.:)

niedziela, 19 października 2014

Minirecenzje losowych kosmetyków cz1 {Avon, Fitomed, On Line, Flodomax, BingoSpa, Batiste, Barwa, Biały jeleń}

Hej kochane! Często zdarza się tak, że używam danych kosmetyków, ale niekoniecznie mam ochotę poświęcić im oddzielnego posta. Powodem jest to, że nie do końca jestem z nich zadowolona, czasem są to takie zwyklaki, że aż nie chce mi się o nich pisać, lub po prostu nie mam ładnych zdjęć owych produktów, a one już mi się skończyły i nie mogę tego naprawić. Postanowiłam, że uruchomię tutaj serię "losowe kosmetyki" i w postach tego typu będę zamieszczała minirecenzje wyżej opisanych kosmetyków. U większości z Was coś podobnego występuje w formie "projektu denko", ale ja na bieżąco wyrzucam puste opakowania i "projekt denko" pod tym względem mi nie odpowiada.:)
Zapraszam więc do pierwszej części "Losowych kosmetyków"!
Błotna maska do twarzy z serii Planet Spa od Avon, to coś, czego miałam już chyba z 4 tubki. Nigdy mi nie zaszkodziła, ale też nie można spodziewać się po niej perfekcyjnego oczyszczenia, które producent obiecuje już na opakowaniu. Po jej zmyciu cera wygląda lepiej i jest gładka, a zaczerwienienia bledną i choć nie jest to efekt długotrwały to zdarza mi się do niej wracać. Głownie dlatego, że często sama wpada w moje ręce!:)
Maska ma szary kolor i pachnie męsko i dość intensywnie. Jej cena to ok 20zł.
Kolejny produkt to szampon ziołowy do włosów tłustych od Fitomed. Kupiłam go z zamiarem używania raz na kilka myć, bo na co dzień najczęściej sięgam po szampon aleppo od Planeta Organica, a ten z czasem lubi włosy obciążać. 
Po jego zakupie złamałam nogę, a która z Was miała gips na nodze, ta wie jaką straszną męczarnią jest mycie się bez możliwości zamoczenia się w całości. Postanowiłam wtedy, że będę ten szampon stosowała na co dzień, to może dłużej włosy będą świeże i niestety to był błąd. Pojawił się łupież. Dalej używał go mój narzeczony i niestety jemu też zaszkodził, więc nie jestem zadowolona.
Muszę dodać, że produkt bardzo plątał włosy i mam wrażenie, że dodatkowo je wysuszał (mimo że zawsze używam odżywki), więc nie wiem skąd takie zachwyty na jego punkcie. Jego cena to ok 10zł.
Duet On Line to jeden z upominków ze spotkania blogerek. Żel pod prysznic (i płyn do kąpieli w jednym) Harmony w wersji Lotus Flower był przyjemny i nie wysuszał skóry, do tego miał praktyczny dozownik (z tych, które cię wciska). Zarówno zapach, konsystencja i to, jak się pienił mnie zadowoliły, więc uważam że jest godny polecenia. Cena tego produktu to ok. 6zł/500ml.
Mydło w płynie On Line, Harmony w wersji Argan Oil również ma miły, otulający zapach i spisuje się równie świetnie jak żel pod prysznic. Do tego jest bardzo wydajne. Jego cena to ok. 7zł/500ml.

niedziela, 5 października 2014

Kilka słów o miniaturkach Clinique: All about eyes / 7 day scrub cream / moisture surge overnight mask / moisture surge ectended thirst relief

Hej kochane! Jakiś czas temu będąc top komentatorką na www.inesbeauty.pl dostałam w prezencie min. kosmetyczkę z miniaturkami produktów Clinique. Są to produkty, na które zapewne jeszcze przez długi czas nie będzie mnie stać, więc bardzo się ucieszyłam mogąc przetestować kilka z nich!:)
Dziś podzielę się z Wami moimi wrażeniami na temat tych maleństw, zapraszam!
1. Krem pod oczy all about eyes
Od producenta: Krem zawiera lipidy, witaminy B6 i E, wyciąg z zielonej herbaty. Długotrwale nawilża, zmniejsza drobna zmarszczki, obrzęki i cienie. Chroni przed szkodliwym działaniem środowiska.
Skład: cyclopentasiloxane, water purified, isostearyl palmitate, polyethylene, butylene glycol, polysilicone-11, ethylene/acrylic acid copolymer, palmitoyl oligopeptide, morus bombycis (mulberry) root extract, caffeine, phytosphingosine, triticum vulgare (wheat bran) extract, scutellaria beicalensis root extract, olea europaea (olive) fruit extract, camellia sinensis (green tea) leaf extract, cholesterol, linoleic acid, tocopheryl acetate, magnesium ascorbyl phosphate,pyridoxine dipalmitate, sucrose, glycerin, dimethicone, glyceryl polymethacrylate, glyceryl laurate, peg/ppg-18/18 dimethicone, quaternium-18 bentonite, petrolatum, cetyl peg/ppg-10/1 dimethicone, propylene carbonate, sodium chloride, peg-8, disodium edta, sodium sulfite, sodium metabisulfite, iron oxides (ci 77491, ci 77492, ci 77499). 
Cena: ok 125 zł / 15 ml
Moja opinia: Jest to mój pierwszy krem pod oczy i muszę przyznać, że jestem z niego zadowolona. Ma bardzo lekką formułę, świetnie nawilża i idealnie się wchłania. Nadaje się zarówno pod makijaż, jak i na noc. Nie ma tutaj przeciwzmarszczkowego efektu WOW, więc moim zdaniem będzie idealny dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tego typu kosmetykami, jak ja i tak jak ja potrzebują tylko dobrego nawilżenia. Jest bardzo wydajny,
2. Kremowy peeling 7 Day Scrub Cream Rinse Off Formula
Od producenta: Usuwa szorstki, łuszczący się naskórek i wygładza skórę. Pomaga zredukować drobne zmarszczki. Toruje drogę preparatom nawilżającym. Produkt odpowiedni dla wszystkich typów skóry.
Skład: aqua purificata, tridecyl stearate, tridecyl trimellitate, dipentaerythrityl hexacaprylate/hexacaprate, butylene glycol, glyceryl stearate, cocos nucifera, caprylic triglyceride, polyethylene, cetearyl alcohol, ceteareth-20, sorbitol, isocetyl stearate, bisabolol, disodium cocoamphodipropionate, oleth-10 phosphate, tea-carbomer, stearyl alcohol, disodium edta, phenoxyethanol, imidazolidinyl urea, methylparaben, ethylparaben, propylparaben, butylparaben
Cena: Ok 100zł/ 100ml
Moja opinia: Kremowy peeling wydaje się być delikatny, ale drobinki w nim zatopione są na prawdę ostre. Wystarczy delikatnie wmasować niewielką ilość produktu w skórę i zetrzeć płatkiem higienicznym (zazwyczaj jednak spłukuję wodą), a cera staje się gładka i idealnie oczyszczona. Radzę nie przesadzać z pocieraniem nim twarzy, bo ja już raz sobie tym zaszkodziłam! Będzie idealny dla fanek mocnego zdzierania.
3. Maska nawilżająca na noc Moisture surge overnight mask
Od producenta: Clinique stworzył maseczkę nawilżającą Moisture Surge Overnight Mask, niezwykle bogatą, luksusową, kremową formułę, która wykorzystuje nocne funkcjonowanie skóry, zapewniając jej natychmiastowe, intensywne nawilżenie i pozostawiając ją jędrną i sprężystą. Formuła dostarcza skórze niezbędne lipidy i działa przez całą noc, pomagając, dzięki zawartości aloesu, łagodzić i koić podrażnienia wywołane działaniem negatywnych czynników za dnia. Skóra budzi się następnego ranka miękka w dotyku, a z czasem jej bariera ochronna ulega wzmocnieniu i regeneracji, przeciwdziałając odwodnieniu i sprzyjając utrzymywaniu wilgoci w skórze.
Cena: 165zł / 100ml
Moja opinia: Byłam bardzo ciekawa tej maski, bo sposób jej stosowania jest nietypowy - stosujemy ją na noc zamiast kremu. Muszę przyznać, że jest bardzo wydajna, bo stosowałam ją wraz z mamą 3 razy i ubytku nie widać. Zapewnia bardzo dobre nawilżenie skóry, niestety zarówno ja, jak i moja mama dostałyśmy wysypu nieprzyjaciół po jej zastosowaniu. 
4. Żel-krem nawilżający Moisture Surge Extended Thirst Relief
Od producenta: Nowy żel-krem Moisture Surge Extended Thirst Relief dzięki zaawansowanej technologii nawilżania i nowej mieszance naturalnych składników zatrzymuje wodę w skórze. Dzięki temu kosmetykowi skóra nie odczuje stresu związanego ze zmianami wilgotności powietrza i będzie mogła utrzymać właściwą równowagę nawilżenia. Krem zachował tę samą konsystencję i działanie, jakie wykazywał jego poprzednik, Moisture Surge Extra Thirsty Skin Relief. Jednak ten produkt ma zintensyfikowane i przedłużone działanie. Został znacznie udoskonalony. Teraz dostosowuje się on do zmian w temperaturze i wilgotności w powietrzu, a skutki jego działania są odczuwalne przez 12 godzin. Po aplikacji skóra jest odświeżona i jędrna. Na jej powierzchni tworzy się jedwabista i delikatna powłoka, która minimalizuje widoczność drobnych zmarszczek. Krem zapewnia ochronę przed wolnymi rodnikami, minimalizuje skutki przesuszenia skóry i koi podrażnienia. Moisture Surge Extended Thirst Relief może być stosowany do wszystkich rodzajów skóry. Jest przetestowany alergologicznie i w 100 % bezzapachowy. Używa się go, jako uzupełnienie standardowej pielęgnacji Clinique w sysytemie 3 kroków - po umyciu twarzy mydłem, toniku złuszczającym i nałożeniu "podstawowego nawilżacza". Preparat można nakładać również w ciągu dnia na makijaż.
Skład: Water, Cyclopentasiloxane, Butylene Glycol, Glycerin, Birch Bark Extract, Lady's Thistle Extract, Green Tea Leaf Extract, Saccharomyces Lysate Extract, Sucrose, Aloe Barbadensis Leaf Water, Trehalose, Hydroxyethyl Urea, Sorbitol, Oleth-10, Tromethamine, Caffeine, Hydrogenated Lecithin, Hydrolyzed Extensin, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Palmitoyl Olgiopeptide, Caprylyl Glycol, Dimethicone, Glyceryl Polymethacrylate, PEG-8, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/ VP Copolumer, Magnesuim Ascorbyl Phosphate, Carbomer, Hexylene Glycol, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Red 4 (CI 14700), Yellow 5 (CI 19140).
Cena: 120zł / 30ml ; 165zł / 50ml
Moja opinia: Konsystencja kremu-żelu jest bardzo przyjemna. Po jego nałożeniu skóra wygląda zdrowo i promiennie, a produkt szybko się wchłania i nie jest ani troszkę tłusty. Nie zapycha i nie pogarsza stanu cery.
Na początku wydawał mi się wręcz idealny pod makijaż, ale po jakimś czasie zauważyłam, że tworzy na mojej skórze niewyczuwalną warstewkę, która sprawia, że cera szybko się przetłuszcza i podkład się warzy. Nawilżenie niestety też jest bardzo małe, więc zawiodłam się.


Podsumowując: kolejny raz przekonałam się, że nie wszystko złoto co się świeci i nie wszystkie drogie produkty będą odpowiadały każdej z Nas. Testowanie tych maleństw nauczyło mnie, żeby zawsze przed zakupem tego typu kosmetyków pokusić się o testery lub miniatury, bo one w dużym stopniu pozwalają na wyrobienie sobie opinii na temat produktu.
Jeszcze raz dziękuję Ines za możliwość ich przetestowania!:*
Do którego kosmetyku chętnie bym wróciła? Oczywiście do all about eyes, choć jeszcze mi się nie skończył!:) Jest na prawdę przyjemny i znacznie poprawił stan mojej skóry w okolicach oczu.
A Wy miałyście okazję testować któryś z nich? Jakie są Wasze wrażenia? 



P.S. Przypominam o rozdaniu, do wygrania 3 wybrane naturalne cienie do powiek. :) 

poniedziałek, 29 września 2014

Organique, Cukrowa pianka peelingująca do ciała "Owocowy koktajl" - rozpieszczamy zmysły!

Hej dziewczyny! Pamiętacie moją recenzję greckiej pianki do kąpieli Organique? Jeśli nie, to odsyłam TUTAJ. Kompletnie się w niej zakochałam, a kiedy zobaczyłam, że na blogu Life in dots wygrałam nowość - czyli piankę peelingującą, po prostu nie mogłam się doczekać aż przyjedzie! 
 Dziś zapraszam Was wszystkie na owocowy koktajl na plaży...:-)

 Od producenta: Łagodna, pachnąca soczystymi owocami pianka do mycia ciała. Cukier delikatnie oczyszcza, peelinguje i wygładza, a gliceryna roślinna zmiękcza i nawilża skórę. Lekka, puszysta formuła i apetyczne aromaty działają na zmysły, oraz uprzyjemniają kąpiel, zarówno w wannie, jak i pod prysznicem.

Niewielką ilość pianki nanieść na skórę, przemasować na sucho kolistymi ruchami, następnie dodać odrobinę wody w celu uzyskania piany. Spłukać ciepłą wodą.

Cena: 34,90zł / 200ml,   19,90zł/100ml
 Moja opinia: Te z Was, które lubią słodkie, owocowe zapachy w kosmetykach, nie będą zawiedzione "Owocowym koktajlem",  ja mogłabym go wąchać i wąchać...:) Przyjemny zapach w połączeniu z różowym kolorem produktu i jego wspaniałą, piankową formułą, zawsze pozytywnie mnie nastrajają!
Pianka ma dobre właściwości myjące, zupełnie jak jej poprzedniczka, ale jej dodatkową zaletą jest obecność drobinek cukru, które delikatnie peelingują i wygładzają skórę. Cukru jest całkiem sporo, a dzięki puszystej konsystencji produktu, nie opada on na dno opakowania. 
Jeśli lubicie mocne zdzieraki, to ten produkt nie do końca Was usatysfakcjonuje, dla mnie jednak jest idealny. Przydał się zwłaszcza latem, kiedy musiałam być delikatna dla opalonej skóry, ale nie chciałam całkowicie rezygnować z peelingu. Niedawno spróbowałam użyć tego cuda na sucho (miałam nadzieję na mocniejszy peeling), ale niestety nie było to przyjemne. Polecam aplikację na lekko zwilżoną skórę.
 Pianka nigdy nie przesuszyła, ani nie podrażniła mojej skóry, po jej użyciu skóra jest dobrze umyta, wygładzona i pięknie pachnie.
"Owocowy koktajl",  tak jak jego grecka poprzedniczka, świetnie nadaje się na podróż, ponieważ jest lekki, wydajny i nie ma szans, że się wyleje. 
Moja opinia: 5/5 Nie ukrywam, że mam słabość do pianek Organique!:)

A Wy miałyście już którąś? Co o nich myślicie?



P.S. Przypominam o rozdaniu, do wygrania 3 wybrane naturalne cienie do powiek. :) 

czwartek, 11 września 2014

Peeling kawowy w kostce i mydełko peelingujące w jednym - własnej roboty! Bo walka z cellulitem nie kończy się z odejściem lata!

Hej kochane! Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam peeling kawowy! :-)
 Nie lubię natomiast po nim sprzątać, nieraz można nieźle pozatykać nim rury... Dziś pokażę Wam jak sobie poradziłam z tym problemem, a przy okazji znalazłam zastępcę dla mojego ukochanego peelingującego mydełka z borowiną i kawą, o którym pisałam TUTAJ.
Nie jest to przepis w całości mojego pomysłu, bo widziałam już podobne na wielu innych blogach, ale jest to moja interpretacja. Zapraszam!
Do zrobienia tego cuda niezbędna jest kostka mydła. Fajnie byłoby użyć naturalnego, ale to było moje pierwsze podejście do tej zabawy i postanowiłam skorzystać z jakiegoś kompletnego zwyklaka przypominającego szare mydło, który akurat zalegał mi w domu.
Mydełko starłam (grube oczka) i umieściłam w kąpieli wodnej.  Do startego mydła wlałam ok 5 łyżek gorącej wody, żeby zrobić coś w rodzaju papki.
Następnie do dałam łyżkę oleju monoi (może być jakiś inny olej, najlepiej z właściwościami antybakteryjnymi), łyżkę kakao, łyżkę cynamonu i 3 łyżki zmielonej kawy. Kakao i cynamon można sobie odpuścić, ale warto pamiętać, że mają właściwości pielęgnujące.
Wlałam kolejne kilka łyżek gorącej wody i wymieszałam. Powstała gęsta papka, w której były widoczne wiórki mydła. Warto pamiętać, że im rzadsza papka, tym dłużej mydło będzie musiało schnąć. Moim dałam 4 dni na wyschnięcie.
Otrzymana masa ani nie wygląda, ani nie pachnie ładnie, aż się prosi o dodanie olejku eterycznego. Ja oczywiście takowego nie miałam, więc zostałam z śmierdziuszkiem.:-) Na szczęście podczas używania mydełka zapach jest raczej subtelny.
Masę przełożyłam do foremek, w tym przypadku to foremki na babeczki. Można użyć też mydelniczki, lub foremek do ciasteczek świątecznych, użyjcie swojej wyobraźni.:)
Ja postawiłam na niewielkie mydełka o nieskomplikowanych kształtach, bo takie są poręczne i nie będą się łamały. 
Po wyschnięciu moje dzieło prezentuje się całkiem nieźle! Myślę, że ładnie zapakowane i opatrzone własnoręcznie napisaną etykietką, może być fajnym pomysłem na prezent. Chociaż może niekoniecznie mam na myśli te  moje, bo jak już pisałam, nie pachną najlepiej.:D
A teraz najważniejsze, czyli działanie:
Mydełko dobrze pieni i świetnie peelinguje. Jeśli lubicie delikatniejsze peelingi to polecam do mieszanki dodać mniej kawy, ja poszłam na całość.
Drobinki kawy odpadają z niego w małych ilościach, więc nie ma co się martwić o  zatkane rury, jak w przypadku tradycyjnego, papkowatego peelingu kawowego. Może jednak lekko brudzić wannę, bo woda przy użyciu tego cudaka jest lekko zabarwiona. U siebie nie zauważyłam żeby zostawały jakieś plamy, ale wolę ostrzec.:)
Według mnie nie ma nic lepszego na walkę z cellulitem, ja od razu widzę różnicę w tym, jak działają na mnie produkty antycellulitowe bez i z użyciem tego peelingu. Na prawdę nie ma porównania.:)
Nie jest ono co prawda tak doskonałe jak moje ulubione mydło  kawowe Mydlarni Powrót do Natury, ale nie jest mu do niego daleko.
A Wy co o tym myślicie? Zabawicie się w stworzenie takiego peelingu? Mnie to zajęło góra 15 min, a efekty są na prawdę świetne!:)

piątek, 29 sierpnia 2014

Avon Naturals, Indulging Chocolate Body Scrub (Czekoladowy peeling myjący)

Hej kochane! Jeszcze raz dziękuję tym z Was, które wzięły udział w moim ostatnim rozdaniu, miło mi że nikt nie uciekł z moich obserwatorów! To dużo dla mnie znaczy.:)
A dziś zapraszam na recenzję peelingu do ciała od Avon!
 Peeling pod prysznic, który doskonale oczyszcza skórę i pozostawia na ciele przepyszny, czekoladowy zapach. 
Cena: 10zł / 200ml

Moja opinia: Na zdjęciu produkt wygląda, jakby był biały, ale w rzeczywistości jest szarawo-brązowy. Ma ciekawą, jakby żelowo-kremowią konsystencję, za którą moim zdaniem należą się mu brawa. Rzadko kiedy peeling ma dobrą konsystencję, zazwyczaj albo spada kawałkami z ciała, albo spływa, a ten jest przyjemny w użyciu. Kolejna kwestia to zapach, nie jest on typowo czekoladowy, raczej przypomina kakaowy budyń, mnie zdecydowanie się podoba.
Jak typowy scrub myjący, ten produkt peelinguje raczej delikatnie, ale wciąż wyczuwalnie. Niestety ma on dwie wielkie wady: 
- według mnie wcale nie myje,
- zawiera parafinę wysoko w składzie (na drugim miejscu, zaraz po wodzie), a co za tym idzie, zawsze po jego użyciu czuję, że muszę się umyć.
Moja ocena: 4-/5 Mimo wad całkiem polubiłam ten produkt i zużyłam do końca.
Miałyście już ten peeling? A może znacie jakieś warte polecenia? 

poniedziałek, 28 lipca 2014

Original Source, Mint and Walnut Super Scrub - Peelingujący żel pod prysznic wprost idealny na lato!

Hej kochane! Dziś będzie trochę na temat czegoś, co już długo czekało na swój dzień. 
Original Source, Mint and Walnut Super Scrub - Peelingujący żel pod prysznic
Od producenta: Połączyliśmy nasze legendarne 7927 prawdziwych listków mięty razem ze złuszczającymi właściwościami orzecha włoskiego. Używaj kilka razy w tygodniu dla zauważalnie miękkiej skóry.
Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Polyethylene, Acrylates/Steareth-20 Methacrylate Crosspolymer, Mentha Avensis Leaf Oil, Juglans Regia (Walnut) Shell Powder, Sodium Lithium Magnesium Silicate, Tetrasodium Pyrophosphate, Tetrasodium Glutamate Dicetate, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Hydroxide, Benzotriazolyl Dodecyl p-Cresol, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone, Magnesium Chloride, Magnesium Nitrate, Limonene.
Cena: 9zł / 250ml
Moja opinia: Żel dostałam na spotkaniu blogerek w listopadzie, ale wtedy użyłam go tylko raz i od razu odłożyłam z myślą o lecie. Dlaczego? A dlatego, że ten żel na prawdę chłodzi! Uczucie chłodu jest jak po użyciu balsamu antycellulitowego z mentolem, czyli dość intensywne i utrzymuje się jeszcze po kąpieli. Ta cecha bardzo spodobała się mojemu ukochanemu, który podwędził mi dzisiejszego bohatera i miło go wspomina.:-) 

Żel ma zapach pasty do zębów i dość zbitą galaretowatą konsystencję, a działanie peelingujące jest takie jak w większości żeli pod prysznic z drobinkami, czyli niemal zerowe. Produkt dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza,  jest wydajny i daje poczucie orzeźwienia. Niestety jak widać na powyższym zdjęciu, wszystkie drobinki opadły mi w jedno miejsce, a przez mega gęstą konsystencję nie jestem w stanie tego wymieszać, więc warto co jakiś czas zmieniać pozycję opakowania.
Opakowanie moim zdaniem oprócz tego, że poręczne to jednak jest mało praktyczne. Tworzywo z jakiego jest zrobione jest bardzo twarde i mam problem z wyciśnięciem odpowiedniej ilości produktu, trzeba mieć do tego dużo siły. 
Moja ocena: 3+/5 Mimo oczywistych wad mój narzeczony z przyjemnością go używał, szczególnie po pracy i podczas upałów.
P.S. zapraszam do udziału w moim rozdaniu, więcej w poprzednim poście!:-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
o mnie
Moje zdjęcie
Witam! Jestem studentką filologii angielskiej, w wolnym czasie lubię czytać blogi o tematyce związanej z kosmetykami i wizażem jak i sama tworzyć swoje recenzje, stąd pomysł na założenie bloga. Postaram się by blog nie ograniczał się do tematyki kosmetyków, a dotyczył również innych dziedzin życia. Zapraszam do zaglądania tu częściej i obserwowania jak blog się rozwija!:)