Hej kochane! Długo zastanawiałam się o czym by tu dziś napisać, aż w końcu zadałam sobie pytanie - o czym sama chciałabym czytać w taki upał? Oczywiście o czymś chłodzącym! Tym sposobem dziś będzie o jednym z moich ulubieńców i aż sama nie mogę uwierzyć, że jeszcze o nim nie pisałam - zobaczcie same! :)
Od producenta: Zawarty w kosmetyku i opracowany wyłącznie w celu rzeźbienia i ujędrniania ciała kompleks Lipocell-Slim i L-karnityna przyśpieszają metabolizm, efektywnie redukując podskórną tkankę tłuszczową. Przyjemne uczucie chłodzenia towarzyszące aplikacji jest gwarancją natychmiastowego działania serum.
Już po 2 tygodniach stosowania:
- redukcja cellulitu o 60%,
- zmniejszenie obwodu ud do 3 cm,
- skóra aksamitnie gładka, elastyczna i jędrna.
Cena: ok 16zł/200ml (na zdjęciach pojemność 400ml, ale nigdzie nie mogłam znaleźć ceny)
Moja opinia: Do tego serum mam duży sentyment, bo to pierwszy produkt antycellulitowy który zakupiłam, a było to z jakieś 5 lat temu...:) Produkt można dostać w tubie 200ml i w butli z pompką o pojemności 400ml - jak mój. Konsystencja serum jest lekka, kremowo-żelowa, a jego zapach bardzo przyjemny, z wyczuwalnym mentolem. Wchłania się świetnie, ale też pozwala na wykonanie masażu, co ważne jeśli bierzemy na poważnie walkę w pomarańczową skórką. Ja używam go raz dziennie, po kąpieli. Wtedy daje najlepszy efekt, bo genialnie chłodzi skórę już kilka minut po aplikacji. Jeśli nie lubicie efektu chłodzenia, to ten produkt zdecydowanie nie jest dla Was, zimą raczej też odpada, ale latem... Nie ma nic lepszego!
Serum Eveline nie ususnie Nam cellulitu, to fakt, ale jest w stanie nieco ograniczyć jego widoczność poprzez ujędrnienie i delikatne napięcie skóry. To ujędrnienie i wygładzenie jest co prawda tymczasowe i odczuwalne tylko po nałożeniu produktu (po kolejnym prysznicu ciałko wraca do normy), ale za taką cenę nawet mi to nie przeszkadza. Ponadto serum sprawia, że skóra jest gładka i miła w dotyku i świetnie nawilża nie pozostawiając po sobie tłustej ani lepkiej warstewki. Latem z powodzeniem stosuję je jako balsam do ciała, a co mi tam! Oczywiście nie schudłam od tego, a jego rzekome właściwości wyszczuplające to moim zdaniem lekka przesada... Z drugiej strony już się przyzwyczaiłam do tego, że produkty Eveline to zawsze kosmetyki 9w1, 8w1, a może nawet i milion w jednym i po prostu przymykam na to oko, bo to fajna polska marka.
Moja ocena: 4/5 Lubię, używam i z pewnością będę używać, choć nie jest ideałem. Jeśli poszukujecie wymiatacza cellulitu, u mnie sprawdził się nieco inny produkt - KILK. Ten postrzegam raczej jako ujędrniający balsam, który bardzo przyjemnie chłodzi. :)
A Wy polubiłyście się z tym serum? Wiem, że jest bardzo popularne. :)