środa, 30 kwietnia 2014

Wrażenia po 2 miesiącach stosowania: Colyfine, Kolagen GREEN TEA - Czyli o tym jak łatwo zepsuć drogi kosmetyk

Hej! Zauważyłam, że w przypadku kosmetyków Colyfine producent zawsze obiecuje bardzo wiele. W przypadku maski co włosów Colyfine Repair Complex obietnice te nie do końca zostały spełnione, jak było w przypadku kolagenu do twarzy? Zobaczcie same. :)
Colyfine, Kolagen Green Tea
Od producenta: Kosmetyk przeznaczony do pielęgnacji twarzy, szyi i dekoltu dla cery problematycznej. Poza silnym nawilżeniem i wygładzeniem skóry i ogólnym działaniem kolagenu działa kojąco i zmniejsza stres oksydacyjny. Wpływa na poprawę kondycji skóry, zmniejsza alergię, stany zapalne, trądzik różowaty i wiele innych problemów skórnych.
Jest pierwszym polskim rybim kolagenem wytworzonym na bazie naparu z zielonej herbaty. Oprócz aktywnych biologicznie peptydów zawiera witaminy A, B, B2, C, E, K oraz wiele minerałów i mikroelementów. Posiada właściwości antyoksydacyjne, zmniejsza stres oksydacyjny.
Produkt dedykowany jest dla kobiet z problemami skóry o wysokich wymaganiach wobec kosmetyków pielęgnujących i skutecznie odsuwających w czasie procesy powstawania zmarszczek.
Stosowanie: Na mokrą skórę twarzy, szyi i dekoltu rano i wieczorem

Cena: 129,99zł/30ml  - dostępny w Hebe i na stronie Colyfine.


Produkt przychodzi solidnie zapakowany
Moja opinia po dwóch miesiącach stosowania: 
Na początek rozliczmy producenta z obietnic:
-silne nawilżenie skóry - nie zauważyłam absolutnie żadnego nawilżenia
-silne wygładzenie skóry - tak, dodatkowo zaraz po wchłonięciu skóra jest napięta
-koi skórę - nie
-zmniejsza stres oksydacyjny - nie mam pojęcia
-zmniejsza alergię, stany zapalne, trądzik różowaty i wiele innych problemów skórnych - w przypadku moich problemów skórnych na pewno nie zrobił nic złego, poprawa stanu skóry była niewielka
-działanie natychmiastowe przy oparzeniach słonecznych lub gwałtownym wysuszeniu dermy z innych przyczyn - niestety to pic na wodę
Produkt ma konsystencję pomiędzy kremem, a żelem, ładnie się wchłania. Wystarcza jedna pompka na pokrycie twarzy i szyi, więc jest bardzo wydajny. Ma nieprzyjemny zapach, ale na szczęście szybko się ulatnia. Niestety nawilżenie jest zerowe, więc ok 5 minut po nałożeniu kolagenu warto zaaplikować krem nawilżający. Po dłuższym używaniu kolagenu zauważyłam, że tworzy on niewidoczną barierę na mojej skórze i zarówno kremy jak i olejki nie najlepiej się po nim wchłaniają. Działanie mimo wszystko nawet mi się podobało, bo po nałożeniu skóra napina się i zmarszczki mniej widoczne, skóra była gładka i podkład dobrze się nakładał. 
Niestety stało się coś, co sprawiło, że kosmetyk najprawdopodobniej stracił swoje właściwości, a ja nie wrócę do niego jak już mi się skończy... Wszystkiemu winne jest przechowywanie.
Przechowywanie: Rygorystycznie przestrzegać zasady nie dopuszczenia do przekroczenia temperatury otoczenia 26 stopni Celsjusza. Żel kolagenowy ulega w tej temperaturze bezpowrotnej denaturacji i traci swoje najcenniejsze właściwości. Temperatury ujemne mogą spowodować rozprężenie hydratu kolagenu i pęknięcie butelki. Nie zaleca się także przechowywania kolagenu w lodówce, gdzie temperatura spada poniżej 5 stopni Celsjusza, gdyż zbyt wychłodzony gorzej rozsmarowuje się i wolniej wchłania. Temperatury idealne do przechowywania to 5-25 stopni Celsjusza.
Dla mnie to wszystko komplikuje. Przez dwa miesiące spokojnie używałam sobie tego kolagenu i trzymałam go na korytarzu, gdzie zawsze jest chłodno. Niestety skręciłam (złamaną) nogę i nie byłam w stanie skakać o kulach z szklaną buteleczką... Raz zostawiłam buteleczkę w łazience i pech chciał, że wtedy tata wziął kąpiel - w łazience jak w saunie, a kolagen najprawdopodobniej stracił swoje najcenniejsze właściwości. 
Chciałam poczekać z recenzją aż minie zalecane 110 dni używania tego produktu, bo tyle ponoć potrzeba, żeby zauważyć prawdziwą poprawę, niestety raczej nie będzie mi to dane. Moim zdaniem producent powinien pomyśleć o trwalszym i bardziej mobilnym opakowaniu. Fajnie by było gdyby ten kolagen był w ampułkach, wtedy można by go przechowywać w lodówce, a przed użyciem łatwo byłoby rozgrzać w dłoniach pojedynczą ampułkę, żeby produkt łatwiej się wchłaniał. Co o tym myślicie? Znacie ten kolagen?
Moja ocena: 2/5 trudno mi go oceniać, skoro nie mogłam używać go przez zalecane 110 dni.



poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Kobo Professional, Fashion Colour - Kremowa pomadka do ust w odcieniu 114 Drop of wine

Hej kochane! Niedawno TUTAJ opisałam pomadkę Fashion Colour od Kobo w odcieniu 104 English Rose, dziś przyszła kolej na czerwień - zapraszam!
Kobo Professional, Fashion Colour - Kremowa pomadka do ust w odcieniu 114 Drop of wine
 
Zdecydowane kolory i doskonale podkreślone usta. Kremowa formuła wzbogacona o liczne składniki odżywcze, ochronne i pielęgnacyjne - nadaje ustom miękkość i gładkość oraz przedłuża trwałość pomadki. Cena: 16zł/3,8g
Moja opinia: Ta wersja różni się od odcienia English Rose pod wieloma względami, min zapachem - tutaj mniej mi się podoba. Jest też niewygodnie ścięta, nie mogę sobie przypomnieć, czy English Rose też taka była po zakupieniu. Mimo wszystko aplikuje się przyjemnie i nie jest potrzebna konturówka. Ma kremową konsystencję i nie wysusza ust. Zostawia ślady na szklance, ale potrafi przetrwać na ustach wiele posiłków. Przez ponad dwie godziny jest w stanie nienaruszonym, z czasem robi się mniej kremowa, ale kolor wciąż jest na ustach. Delikatnie barwi usta, co bardzo lubię. Schodzi równomiernie, nie zbiera się w załamaniach, nie podkreśla suchych skórek. Czy odcień Drop of wine do mnie pasuje- trudno powiedzieć. Część z Was pod postem o odcieniu English Rose pisała, że takie kolory pasują do mojej urody, ja jednak dobrze czuję się zarówno w subtelnych różach, jak i w czerwieni.




sobota, 26 kwietnia 2014

Korektor do twarzy Rimmel, Stay Matte, Dual Action Concealer

Hej kochane! Wczoraj zdjęto mi gips i okazało się, że noga nie była złamana, tylko po prostu poprzednie złamanie się nie zrosło... Mam zaplanowany zastrzyk z osocza bogatopłytkowego, może któraś z Was miała z tym styczność? Nie wiem czego się spodziewać.
Korektor do twarzy Rimmel, Stay Matte, Dual Action Concealer
Matujący korektor o podwójnym działaniu: kryje niedoskonałości bez zatykania porów, podczas gdy wewnętrzna część sztyftu minimalizuje wypryski. 
Cena: 22zł / 18g
Moja opinia: Korektorów w sztyfcie używałam w czasach gimnazjum, a później poznałam płynne i to w nich się zakochałam. Ten niespodziewanie dostałam w prezencie od mamy, razem z recenzowanym już przeze mnie podkładem Rimmel Match Perfection. Kilka miesięcy korektor przeleżał w szafce, bo nie lubię bawić się w rozcieranie tego typu sztyftów. Wszystko zmieniło się, gdy kupiłam zestaw pędzli EcoTools z świetnym pędzelkiem do korektora. Nie lubię wyrzucać kosmetyków, więc postanowiłam dać temu korektorowi jeszcze jedną szansę, tym razem nakładając go owym pędzelkiem i to był strzał w 10-tkę! 
Nałożony pędzelkiem świetnie zakrywa niedoskonałości i stapia się z podkładem. Jest dość trwały; sam nie znika, chyba że zaczniemy pocierać. Może podkreślać suche skórki, ale nie uważam tego za dużą wadę, bo to problem na poziomie pielęgnacji, a makijaż nakłada się na wcześniej przygotowaną skórę.
Faktycznie nie zatyka porów, ale nie zważyłam żeby minimalizował wypryski. Daje matowe wykończenie, przez co niezbyt nadaje się pod oczy. Jest bardzo wydajny i prosty w obsłudze - wysuwa się jak szminka.


Zdjęcie po lewej: nałożona jedna warstwa podkładu (Bourjois 123 Perfect Foundation), widać prześwity i niedoskonałości.
Zdjęcie po prawej: efekt po nałożeniu korektora.
Przepraszam za różnicę w oświetleniu, ale słonko na przemian wychodziło i chowało się, więc drugie zdjęcie musiało zostać wykonane z lampą błyskową :)

czwartek, 24 kwietnia 2014

Bourjois, 123 Perfect Foundation - Podkład korygujący cerę [drastyczne zdjęcia no make up]

Hej kochane! Dziś powrót do kolorówki - recenzja jednego z moich ulubionych podkładów, używam go naprzemiennie z opisywanym już kiedyś przeze mnie podkładem Rimmel Match Perfection.
Bourjois, 123 Perfect Foundation - Podkład korygujący cerę
Pierwszy podkład który posiada trzy pigmenty korygujące cerę. Pożegnaj się z ziemistą cerą i zaczerwienieniami.
1. Żółte pigmenty - redukują cienie pod oczami.
2. Fiołkoworóżowe pigmenty - świeża cera bez plamek i piegów.
3. Zielone pigmenty - maskuje popękane naczynka i czerwone ślady po trądziku.
Podkład jest lekko matujący, długotrwale nawilżający oraz posiada SPF 10.
Cena: ok. 55zł / 50ml
Moja opinia:  Opisując podkłady preferuję szybkie wypisywanie wad i zalet i konkretne zdjęcia "przed" i "po", tak też zrobię tym razem.
Zalety:
+ Matowe wykończenie
+ ogranicza wydzielanie sebum - nie muszę używać pudru, ani "Siarkowej Mocy"
+ładnie pachnie, a zapach nie utrzymuje się na twarzy
+ma krycie średnie w kierunku dobrego - takie właśnie lubię bo trudniej o efekt maski, a zawsze można użyć korektora
+ jest wydajny
+dobrze nakłada się zarówno palcami jak i pędzlem
+posiada SPF 10
+ łatwo nakłada się na niego korektor i korektor dobrze się na nim trzyma
+nie znika z twarzy, nie wymaga poprawek przez wiele godzin
+nie nasila problemów skórnych
Wady:
-ciemnieje - warto kupić odcień o jeden jaśniejszy, dlatego ja mam dwa opakowania
-może podkreślać suche skórki przez swoje matowe wykończenie
- może wysuszać - na pewno nie nawilża!
-trzeba nakładać go dość szybko - jest to jeden z tych podkładów, które zastygają na buzi, ale nie do tego stopnia co, np. Revlon CS
Moja ocena: 4/5 Cery tłuste go pokochają, suche znienawidzą.
Po lewej zdjęcie przed nałożeniem podkładu, po prawej już po.
Odrobina korektora i pożądany efekt został osiągnięty! :) To zdjęcie zostało wykonane z lampą błyskową, ale pochodzi z tego samego dnia co powyższe.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Kolejny wypad do Vanilla Body Shop - jak było? / Kilka słów o Akademii Pozytywnej Sylwetki i moje przemyślenia o firmie Mary Kay.

Hej! Dziś o tym, jak miewa się mój ulubiony sklep z bielizną - Vanilla Body Shop (Czeladź, M1). Obie z Anitą chętnie odwiedzamy to miejsce, po tym jak Panie brafiterki oczarowały nas na rybnickim spotkaniu blogerek. 
Moją relację z pierwszego wypadu do Vanilla Body Shop i kilka porad na temat dobierania biustonosza możecie przeczytać TUTAJ - zapraszam.
13 kwietnia wzięłyśmy udział w kolejnym wydarzeniu, tym razem zostałyśmy zaproszone większą grupą, więc zabrałyśmy bliskie nam kobietki. 
To, co tam zastałam było dla mnie bardzo miłą niespodzianką!
Na wstępie zostałyśmy oddane w ręce Pani Marty z Akademii Pozytywnej Sylwetki, która wykonała chętnym Paniom pomiary specjalnym analizatorem. W parę sekund można było dowiedzieć się min. jaki mamy poziom tłuszczu w organizmie (zarówno tego okalającego narządy wewnętrzne, jak i tego widocznego w postaci fałdek) i jaki mamy metabolizm (ile kalorii możemy zjeść w ciągu dnia i nie przytyć) - takie dane są bardzo przydatne w dobieraniu odpowiedniej diety. Ja niestety ze względu na złamaną nogę nie wzięłam udziału w badaniu, ale bacznie przyglądałam się wynikom innych i słuchałam uważnie, jak Panie wspólnie je omawiają. Dostałyśmy też kilka przydatnych porad dotyczących zdrowego odżywiania się, np. że nie powinno się jeść owoców przed snem. 
Po wszystkim Pani Basia z Vanilla Body Shop uraczyła nas pysznym deserem i napojami - przez żołądek do serca!
Jeśli jesteście ciekawe czym zajmuje się Akademia Pozytywna Sylwetka, zachęcam do odwiedzenia ich facebook'a i strony internetowej.
Następnie przyszła kolej na Panie konsultantki firmy Mary Kay, które wywołały u mnie wielką radość, a później skutecznie ją stłumiły. Przedstawione przez Panie kosmetyki (serie "satynowe dłonie" i "satynowe usta") przypadły mi do gustu, ale w miarę jak dowiadywałam się więcej na temat firmy emocje opadały, a w domu po przemyśleniu tego wszystkiego na spokojnie stwierdziłam, że nie wiem jakim cudem w XXI wieku taka firma jeszcze prosperuje. Kupując kosmetyki Mary Kay jesteśmy skazane na konsultantki - jest to typowa piramidkowa firma, czego nie cierpię. Panie, które były na spotkaniu powiedziały, że Mary Kay nie ma katalogów i kupić można tylko to, co one same nam zaproponują na specjalnie umówionym kosmetycznym spotkaniu. Jest to wierutne kłamstwo, ponieważ sama właśnie przeglądałam sobie e-katalogi na stronie internetowej firmy. Dlaczego kłamały? NIE MAM POJĘCIA.
Produkty tej firmy można zamawiać przez internet i ostatecznie zrealizować zamówienie u konsultantki, niestety Panie obecne na spotkaniu nie wspomniały o takiej możliwości, za to dowiedziałam się, że jeśli wybiorę sobie coś, co ich zdaniem nie pasuje do mojej cery - nie zrealizują mojego zamówienia. Wychodzi na to, że chciały stworzyć sobie grupę niczego nieświadomych, uzależnionych od nich klientek. 
Nie podoba mi się też, że kosmetyki Mary Kay nie są w żaden sposób zabezpieczane  (to wiem również od jednej z Pań). Każda konsultantka bez problemu może więc użyć, np. kremu do rąk, a później go sprzedać - bo kto zauważy? Ja szczerze mówiąc nie ufam nikomu w tej kwestii, kosmetyki powinny być zabezpieczone i koniec.
Może Wy macie jakieś doświadczenia z tą firmą? Chętnie przeczytam, bo mi do złudzenia przypomina to Avon i Oriflame, tylko niebotycznie drogie i jeszcze bardziej ograniczone. Czytałam nawet opinie porównujące Mary Kay do sekty- "sekta ekonomiczna", haha.

Ostatnim punktem spotkania były oczywiście biusty i biustonosze. Każda z obecnych kobietek mogła skorzystać z porad zawsze uśmiechniętych i przemiłych Pań brafiterek, które na stanikach znają się jak mało kto! Po zakupach czekała na Nas kolejna niespodzianka - prezenty! Majteczki, rajstopy i katalogi z dostępną bielizną - to ostatnie przydało mi się wtedy najbardziej, gdyż ze złamaną nogą miałam ograniczoną mobilność, więc mogłam pooglądać sobie wszystko siedząc na kanapie.:) 
Więcej na temat sklepu znajdziecie w moim poście podlinkowanym na górze, a także na ich stronie internetowej i facebook'u (warto obserwować, bo często pojawiają się informacje o nowościach i eventach). Obecnie możecie tam znaleźć śliczne stroje kąpielowe! Ja od siebie napiszę jeszcze tylko, że nie kupuję już biustonoszy w żadnym innym sklepie, a za dwa lata na pewno to właśnie tam obkupię się przed swoim weselem.:)
Na koniec dziękuję wszystkim Paniom za mile spędzony dzień, było przesympatycznie!



Wiem, że to trochę przydługi post, kto przeczytał całość? Przyznawać się! :D

niedziela, 20 kwietnia 2014

Lush Lacquer Neon Lights, czyli pisankowe paznokcie i za co nie lubię Seche Vite

Hej kochane! Do tej pory nie pokazywałam Wam swoich pazurków, bo są krótkie i nieciekawych kształtów - szybko się łamią i rozdwajają... Jednak ten lakier jest tak śliczny, że postanowiłam się pochwalić - moje paznokcie przypominają mi teraz małe pisanki, a Wam?:) 
Lush Lacquer Neon Lights
O samym lakierze nie mam zbyt wiele do napisania - krycie to ok 2 lub 3 warstwy, a trwałości obiektywnie nie jestem w stanie ocenić, ponieważ na moich paznokciach nic się nie trzyma dłużej niż 3 dni. Schnie w przyzwoitym tempie, ale trudno mi się go nakłada ze względu na jego gęstość. Pewnie trochę to potrwa zanim dojdę do wprawy, ale efekt mi się podoba, więc będę próbowała.:)

Podejście numer 1 -  lakier + Seche Vite
Po niecałych niecałych dwóch dobach:
Pierwsze podejście miało miejsce kilka miesięcy temu, kiedy lakier do mnie dotarł, wygrałam go w rozdaniu u Fall in ...naiLove i B for Beautiful Nails. Wtedy też pierwszy raz użyłam Seche Vite, wierząc obietnicom producenta o zapobieganiu żółknięciu lakieru. Po dwóch dniach paznokcie w miejscach, gdzie nałożony był SV miały kolor pomarańczu przechodzącego w brąz...
Oczywiście jestem świadoma faktu, że lakier nie jest nałożony na paznokcie tak precyzyjnie, jak u większości dziewcząt, ale uwierzcie mi - starałam się.:)

 Podejście numer 2 - lakier solo
Oto moje kolejne podejście, tym razem bez SV i o dziwo wygląda i trzyma się lepiej. 
Co o nim myślicie?:) 

Korzystając z pisankowego klimatu 
chciałabym życzyć wszystkim czytelnikom mojego bloga
 zdrowych i spokojnych
 Świąt Wielkanocnych!

piątek, 18 kwietnia 2014

Hydrolat melisowy - bułgarski od Zrób Sobie Krem

Hej kochane! Dziś przyszła pora na hydrolat, który przez dłuższy czas zastępował mi tonik do twarzy. Właśnie się skończył, więc najwyższa pora Wam o nim opowiedzieć.:)
Hydrolat melisowy - bułgarski
Destylat wodny z liści melisy: bezbarwny, przezroczysty płyn. Zapach charakterystyczny dla melisy. Skład: Mellisa Officinalis Distillate, Phenoxyethanol, Citral, Geraniol. Zawartość Phenoxyethanolu 0.5%
Wspaniały jako tonik i odświeżacz do twarzy. Łagodzi i nawilża wszystkie typy skóry. Stosowany też jako kompres przeciwzapalny dla skóry podrażnionej. Może być używany do całodziennego nawilżania cery i odświeżania makijażu zarówno latem jak i zimą.
Cena: 9,90zł/200g w sklepie Zrób Sobie Krem - TUTAJ.

Moja opinia: Pierwszym, na co zwróciłam uwagę był zapach - niektórym się spodoba, dla mnie jednak był nieprzyjemny (trochę octowy?), na szczęście bardzo szybko znikał z twarzy. Sam płyn jest niepozorny i przezroczysty. Zgodnie z tym, co pisze producent, hydrolat świetnie odświeża i łagodzi skórę. Stosowałam go przez ok 2 miesiące: rano i wieczorem po umyciu twarzy, a czasem też w ciągu dnia, jeśli nie nosiłam makijażu. Produkt delikatnie oczyszcza skórę z nadmiaru sebum i kremu, przyjemnie nawilża i nie pozostawia żadnej lepkiej warstewki. Nigdy nie podrażnił mojej skóry, nie spowodował wysypu "nieprzyjaciół", ani nie wzmagał przetłuszczania się cery. Generalnie nie zrobił nic złego, ale też nie można spodziewać się po nim wielkiego WOW.
Moja ocena: 5/5 Jeśli szukacie czegoś, co delikatnie oczyści Waszą cerę i ją ukoi to zachęcam do wypróbowania hydrolatu melisowego, u mnie się sprawdził.

środa, 16 kwietnia 2014

Tołpa, Eco Spa, Witalność: Orzeźwiający peeling - maska

Hej kochane! Pewnie wszystkie jesteście zapracowane przed nadchodzącymi świętami, więc zapraszam Was na małe Spa... 
...w którym ja sama nie będę mogła brać udziału przez dobrych parę tygodni, gdyż po raz kolejny udało mi się złamać sobie nogę.
Tołpa, Eco Spa, Witalność: Orzeźwiający peeling - maska intensywnie odnawiający ciało
 
Nasz kosmetyk spa jest połączeniem intensywnego, naturalnego peelingu i maski regenerującej. Silnie odnawia i wygładza ciało. Odżywia i uelastycznia skórę. Orzeźwia, przywraca witalność i stymuluje do działania.
Małe wielkie składnikiborowina tołpa, polinezyjski piasek wulkaniczny, sól morska, madagaskarski olej tamanu, brazylijskie masło babasu, olej camelina, naturalne olejki eteryczne z werbeny, limonki, cytryny, paczuli.
Sposób użycia: rozetrzyj peeling-maske w dłoniach, nanieś na uprzednio umyte ciało i masuj przez ok. 3 minuty, zaczynając od stóp w górę. Następnie spłucz ciało wodą. Stosuj 2 razy w tygodniu.
Cena: ok 35-40zł / 250ml, można też zakupić małą saszetkę za ok 6-9zł
Moja opinia: Peeling-maska to dla tego produktu nazwa idealna - nie jest to ani typowy zdzierak (zbyt mało peelingujących drobinek), ani maska (właśnie ze względu na te drobinki). Ma gęstą, ale plastyczną konsystencję. Zgodnie z zaleceniami producenta produkt wmasowujemy w wilgotne ciało zaczynając od stóp w górę. Fanki mocnych zdzieraków nie będą zadowolone, bo jest to produkt delikatny, ale dzięki temu nadaje się do skóry wrażliwej i bez obaw można nim potraktować dekolt i biust. Mimo tego słabego zdzierania peeling-maska jest skuteczny i skóra po jego użyciu staje się miękka i przyjemna w dotyku. Produkt zmywa się szybko i bezproblemowo,  nawet trochę się pieni podczas spłukiwania. 
Najpierw jednak trzeba przebrnąć przez zapach, który nie każdemu przypadnie do gustu, mi szczerze mówiąc nie zawsze odpowiada. Jest bardzo intensywny i o ile ja uwielbiam intensywne zapachy to ten bywa męczący; orientalny, trochę męski - do tej pory wszystko jest ok - niestety wszystko psuje silna woń cytrusów, która sprawia, że całość przypomina zapach środka czyszczącego. Na użycie tego produktu na prawdę trzeba mieć ochotę, inaczej można żałować, że w ogóle się go otwarło. Zapach pozostaje na skórze w swojej łagodniejszej formie, w łazience czuć go jeszcze na długo. Produkt nie pozostawia żadnej tłustej warstwy na skórze, a jego wydajność określiłabym jako średnią. Żeby mocniej zdzierał można aplikować go na suchą skórę, jednak ja tego nie próbowałam.:)
Moja ocena: 4-/5 Intrygujący produkt, jeśli będzie kiedyś w promocji to bardzo możliwe, że znów po niego sięgnę. Wszystkim innym radzę zacząć od wersji w saszetce, zapach jest bardzo kontrowersyjny.
Produkt w słoiczku jest bardzo gęsty

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Avon Planet Spa, Blissfully Nourishing Hand Elbow and Foot Cream - Odżywczy krem do rąk, stóp i łokci - mój must have od Avon

Hej! Wiele z Was pod postami o produktach od Avon lub Oriflame pisze komentarze w stylu "nie lubię Avon/Oriflame" - i to wszystko... Wiadomo, że nie są to produkty z górnej półki, ale moim zdaniem obie firmy mają w swoim asortymencie kilka perełek. Postanowiłam, że pokażę Wam moje absolutne must have tych dwóch firm, może spojrzycie na nie bardziej przychylnym okiem. Na pierwszy ogień idzie mój ulubieniec od Avon, zapraszam!
Avon Planet Spa, Blissfully Nourishing Hand Elbow and Foot Cream - Odżywczy krem do rąk, stóp i łokci
Odkryj odżywczy i regenerujący rytuał z afrykańskim masłem shea. Bogata formuła z kwasami owocowymi i masłem shea pomaga usuwać zrogowaciały naskórek oraz zmiękczać i wygładzać skórę. Odżywczy krem do rąk, stóp i łokci wygładza szorstką, suchą skórę. Skutecznie zmiękcza zrogowaciały naskórek. Stosuj codziennie na oczyszczoną skórę stóp, łokci i kolan oraz inne miejsca, gdzie skóra jest przesuszona. 
Cena: 20zł / 75ml ja kupuję za 9/10zł jak jest okazja, a właśnie jest na stronie avonu:)

 Moja opinia: Bardzo treściwy kremik, który przyjemnie pachnie karmelem i trochę kawą. Zapach długo utrzymuje się na stopach - jeśli rano użyję kremu, to jeszcze po południu ściągając buty i skarpetki czuję zapach karmelu, jak dla mnie super. 
Jest bardzo wydajny, mała ilość wystarczy żeby dopieścić swoje stopy i dłonie. Używam go głównie do pielęgnacji stóp i tutaj zrobił wiele dobrego, a nawet mogę powiedzieć, że zdziałał cuda. Już po kilku użyciach (i w międzyczasie peelingowaniu stóp) skóra stała się mięciutka i nawilżona. Jest tak świetny, że wystarczy mi stosowanie go co kilka dni, żaden inny produkt nie sprawdził się tak dobrze na moich stopach, a próbowałam masła z awokado, masła kakaowego, a nawet masła shea. Zazwyczaj używam go na noc i bardzo lubię to, że rano w ogóle nie czuję jego obecności, nie zostawia tej parafinowej warstwy, której tak nie znoszę w kremach do stóp. Do pielęgnacji dłoni również nadaje się wyśmienicie, zwłaszcza zimą kiedy potrzebujemy czegoś bardziej odżywczego, ale trzeba uważać by z nim nie przesadzić, bo dłonie mogą stać się lepkie.


Moja ocena: 5/5 Jedno opakowanie mam już za sobą, drugie jest w trakcie używania, a trzecie czeka w zapasach - to mówi samo za siebie.:) 

sobota, 12 kwietnia 2014

Organiczne masło kakaowe - Zrób Sobie Krem

Organiczne masło kakaowe - Zrób Sobie Krem
Wykazuje działanie natłuszczające, nawilżające oraz ochraniające (emolient). Jest biozgodne ze skórą człowieka, oznacza to, że składniki w nim zawarte są przez skórę tolerowane i łatwo wchłaniane, nie powodują alergii kontaktowej. Masło kakaowe znajduje zastosowanie w wielu produktach kosmetycznych. Doskonały do masażu, nadaje emulsjom twardość, stąd chętnie używany w tzw. masłach do ciała- dodatkowym atutem jest wspaniały zapach czekolady.Masło kakaowe jest też powszechnie stosowane w produkcji mydeł.Masło kakaowe jest zbyt twarde żeby mogło być od razu stosowane na skórę, topi się co prawda pod wpływem ciepła ciała ale bardzo ciężko. Przy użyciu noża można go wyjąć z opakowania. W celu rozmiękczenia zalecamy stopić go i dodać ok. 10 - 20% płynnego oleju roślinnego.
Cena: 8,64zł/40g TUTAJ - w sklepie internetowym zrobsobiekrem.pl 
Moja opinia: Produkt otrzymujemy w stanie stałym, producent stwierdza, że bardzo ciężko topi się pod wpływem ciepła i z tym nie do końca się zgadzam. Zalecane jest roztopienie masła i dodanie do niego oleju i tak też zrobiłam, ale oleju (ze słodkich migdałów) dodałam bardzo mało - nie mam pojęcia co mnie wtedy zaćmiło... Ostatecznie moje masło pozostało stanie stałym, co jednak wyszło mi na dobre, ponieważ od pewnego czasu polowałam na balsam w kostce (taka forma wydawała mi się ciekawa), a teraz mam swój własny balsam w kostce w postaci masła kakaowego.:) Bez problemu można pocierać skórę kawałkiem masła, które po chwili robi się miękkie, a wsmarowanie go w skórę jest szybkie i przyjemne. Dodatkowo jest tańsze niż popularne balsamy w kostce. Pięknie pachnie gorzkim kakaem, zapach utrzymuje się na skórze około godziny/dwóch. Świetnie nawilża i natłuszcza. Po jego użyciu skóra jest gładka i ukojona, szczególnie po mocnym peelingu. Kilka razy zastosowałam je na twarz (w bardzo małych ilościach) i świetnie sprawdzało się pod podkładem mineralnym. Myślę, że to masełko sprawdzi się świetnie zwłaszcza latem, podobno super nadaje się zamiast balsamu do opalania, jeśli słońce nie chce nas "złapać".
Moja ocena: 5/5 Chętnie do niego wrócę i tym razem nie będę próbowała mieszać go z olejem. :)


czwartek, 10 kwietnia 2014

Rozdanie - wygraj czarną glinkę kosmetyczną MedikoMed!

Witam! Wpadłam na pomysł zorganizowania kilku małych rozdań, w których do wygrania będą różne glinki kosmetyczne. Zamysł jest taki, że będę testowała poszczególną glinkę, a jak już opiszę ją na blogu - wy dostaniecie szansę jej wypróbowania. Na pierwszy ogień idzie glinka kosmetyczna czarna MedikoMed, której recenzję możecie przeczytać TUTAJ.
Takich rozdań będzie dokładnie 3, regulamin jest wspólny:
  1. Zwycięzca wybierany jest losowo Zgłaszać można się tylko pod tym postem.
  2. Aby wziąć udział w rozdaniu trzeba obserwować mojego bloga i polubić fanpage na facebooku TUTAJ.* Każdy uczestnik otrzymuje jeden los. 
  3. Dodatkowo można dodać baner rozdania w pasku bocznym swojego bloga, jeśli wygra osoba, która dodała baner - ta osoba otrzyma ode mnie kosmetyczny prezent-niespodziankę oprócz samej glinki.
  4. W rozdaniu mogą brać udział osoby pełnoletnie, młodsze osoby proszone są o wysłanie na mojego maila zgody rodzica.
  5. Nagrody wysyłam na terenie Polski, funduję je ja i są nowe.
  6. Po ogłoszeniu wyników na blogu czekam na maila od zwycięzcy 5 dni, jeśli nie dostanę wiadomości - wybieram następną osobę.
*Jeśli nie masz konta na facebooku, koniecznie dodaj baner rozdania do paska bocznego swojego bloga.


Wzór zgłoszenia:

Obserwuję jako:
Lubię jako: (imię i pierwsze 2 litery nazwiska)
Baner: Nie/Tak (link)
E-mail: 

wtorek, 8 kwietnia 2014

Naturalne mydło hipoalergiczne z borowiną: Mydlarnia Powrót do Natury

Hej! Pamiętacie poprzedniego posta? Pisałam o pomadce Kobo Professional, Fashion Colour w odcieniu 104 English Rose. W niedzielę byłam na zakupach i kupiłam kolejny jej kolorek - tym razem ciemną czerwień o kuszącej nazwie "Drop of wine"! Jak już wyrobię sobie zdanie na jej temat to z chęcią napiszę recenzję, jesteście ciekawe?.:) A dziś przedstawiam Wam kolejne naturalne mydełko:
Naturalne mydło hipoalergiczne z borowiną
 
Cena: 5.65zł w drogerii internetowej maxdrogeria
Dostępność: mydła te można kupić na maxdrogeria.pl, a stacjonarnie na razie w drogeriach Jasmin głównie na południu Polski, niebawem mydła pojawią się w wybranych drogeriach Natura, drogeriach Marysieńka, dla osób z Rzeszowa i okolic - w drogerii Wispol w Rzeszowie.
Moja opinia: Podobnie jak mydełko hipoalergiczne z borowiną i bursztynem - to też wyglądem przypomina drewno. Zapach ma delikatny, ani brzydki ani specjalnie ładny. Pieni się bardzo dobrze i myje świetnie. Jako, że borowina działa przeciwzapalnie i wspomaga szybszą regenerację skóry, czasem myję nim również twarz. Po umyciu skóra jest dobrze oczyszczona i ukojona, dobrze jest użyć jakiegoś balsamu, ale mi często zdarza się pominąć ten krok i nie zauważyłam przesuszenia. Często myję nim nogi po goleniu i wtedy nie pojawiają się na nich żadne czerwone kropeczki czy podrażnienia, co niestety u mnie jest częste.
Moja ocena: 5/5 Świetnie oczyszcza, pieni się i nie przesusza - moje wymagania zostały spełnione, a dodatkowo mogę cieszyć się działaniem borowiny!
 P.S. W najbliższym czasie szykuje się u mnie seria małych rozdań z glinkami kosmetycznymi w roli głównej, kto jest za?:)

niedziela, 6 kwietnia 2014

Kobo Professional, Fashion Colour - Kremowa pomadka do ust w odcieniu 104 English Rose

Hej dziewczyny!;) Moja recenzja szminki Chanel Rouge Coco Hydrating Creme Lip Colour zyskała dużą popularność, a recenzja pomadki Golden Rose, Velvet Matte  przebiła wszystkie posty na blogu. Jako, że bardzo lubię robić testy pomadek, a i Wy najwyraźniej lubicie je czytać i oglądać, dziś zaprezentuję Wam ostatnią perełkę z moich kosmetycznych zapasów - enjoy!
Kobo Professional, Fashion Colour - Kremowa pomadka do ust w odcieniu 104 English Rose
Zdecydowane kolory i doskonale podkreślone usta. Kremowa formuła wzbogacona o liczne składniki odżywcze, ochronne i pielęgnacyjne - nadaje ustom miękkość i gładkość oraz przedłuża trwałość pomadki. Cena: 16zł/3,8g
Moja opinia: Polubiłam się z tą pomadką. Ma śliczne opakowanie, miły zapach i łatwo się aplikuje. Jej konsystencja jest kremowa, a wykończenie z lekkim połyskiem, ale nie takim jak w przypadku błyszczyków. Nie ma w niej żadnych drobinek. Jej trwałość to ok 2-3h co jest wynikiem raczej przeciętnym. Niestety zostawia ślady na szklance, ale jestem w stanie to wytrzymać. Przypomina mi trochę pomadki Wibo Eliksir, ale jest lepiej napigmentowana i mniej się błyszczy, coś jakby słabsza wersja mojej szminki od Chanel. Na początku użytkowania myślałam, że przesusza usta, ale teraz kompletnie tego nie widzę. Wydaje mi się, że to kwestia pielęgnacji - moje usta są teraz w świetnym stanie i czuję, że pomadka wręcz je nawilża. Co ważne schodzi równomiernie i nie zbiera się w załamaniach, jak robiła to u mnie matowa pomadka Golden Rose, Velvet MatteMój odcień to 104 English Rose -  to jaśniejszy odcień moich własnych ust. Podoba mi się, że nawet jeśli przesadzę z jej ilością to nie robi się z tego nienaturalny, neonowy róż. Świetnie nadaje się na co dzień.


 Moja ocena: 4/5 Już się czaję na odcienie czerwieni :)

P.S. Zachęcam do polubienia mojego nowego fanpage  TUTAJ!:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Moje zdjęcie
Witam! Jestem studentką filologii angielskiej, w wolnym czasie lubię czytać blogi o tematyce związanej z kosmetykami i wizażem jak i sama tworzyć swoje recenzje, stąd pomysł na założenie bloga. Postaram się by blog nie ograniczał się do tematyki kosmetyków, a dotyczył również innych dziedzin życia. Zapraszam do zaglądania tu częściej i obserwowania jak blog się rozwija!:)