sobota, 26 października 2019

Po prawie 3 latach nieobecnosci na blogu-co u mnie i dlaczego ucieklam?!

Hej kochani! Od mojego ostatniego wpisu minęły prawie 3 lata! W tamtym wpisie obiecywałam, że wrócę do blogowania i bardzo się myliłam... Co działo się ze mną przez cały ten czas? MEGA duużo!
Pomyślałam sobie, że opowiem Wam o tym co zdarzyło się w moim życiu, bo zauważyłam, że mimo upływu czasu, wciąż kilka tysięcy osób miesięcznie odwiedza mojego nieco przyrdzewiałego bloga.
A więc zapraszam do wycieczki wgłąb mojego życia, tym razem będzie trochę prywaty!

Wciąż mieszkamy w UK, w Naszej malowniczej Walii północnej. 
Moje miejsce pracy również zostało bez zmian, jest to szkoła podstawowa gdzie pełnię rolę asystenta nauczyciela, nauczyciela zastępczego i uczę angielskiego dzieci, dla których nie jest to język ojczysty.

Coś, o czym nie wiedziałam jeszcze pisząc poprzedniego posta, prawie 3 lata temu, to fakt że byłam w ciąży. Wkrótce zaczęły towarzyszyć mi niesamowite mdłości i na kilkanaście tygodni totalnie wyłączyłam się z życia. A potem już wszystko toczyło się tak szybko, że nawet nie myślałam o blogowaniu!
W Maju 2017 pobraliśmy się, była to skromna uroczystość w gronie znajomych. 
A już we wrześniu na świat przyszła Laura, która teraz ma już 2 lata.

Wielkim wydarzeniem dla Nas była Nasza podróż poślubna, rejs po 11 wyspach karaibskich! Wybraliśmy się na nią prawie 2 lata po ślubie, ale warto było czekać.
A w Maju tego roku pobraliśmy się po raz kolejny, tym razem był to ślub kościelny, w Polsce wśród rodziny i przyjaciół.
W międzyczasie przeprowadziliśmy się aż 3 razy! Ostatecznie od 2 miesięcy jesteśmy "na swoim".
I oto właśnie moje ostatnie lata w pigułce. Żyjemy szybko i dzieje się dużo. W międzyczasie miało miejsce milion innych rzeczy, nie zawsze tak pozytywnych ale nie będę Was zanudzać! Jeśli kiedyś znajdę jeszcze chwilę spróbuję znów wpaść do Was. Ale tym razem niczego już nie obiecuję. ;-)

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Kosmetyki z Kwasem Salicylowym, które ratują mi skórę!

Hej Kochane! Daaawno mnie tu nie było, ale po półtorej roku na emigracji postanowiłam poczynić kolejne kroki by powrócić do bloga. Na pewno nie będzie to powrót z przytupem, bo muszę wejść w swoją rutynę i liczę, że dopiero wtedy posty będą na wyższym poziomie, a zdjęcia to już na pewno, bo dziś niestety zmuszona byłam użyć telefonu w marnym świetle!:)
W wielkim skrócie powiem, że u mnie wszystko w porządku! Jakiś czas temu zmieniłam pracę na lepszą i teraz mam znacznie więcej czasu. Jednym z moim postanowień noworocznych było to, by tutaj wrócić, więc trzymajcie kciuki żeby mi się udało, bo brakuje mi blogosfery! Ale do brzegu...
 Dziś będzie o moim ulubionym trio kosmetyków z zawartością kwasu Salicylowego, które świetnie wpływają na moją cerę i rozjaśniają przebarwienia. 
Super Facialist Salicylic Acid Purifying Cleansing Wash
Pierwszy produkt to żel do mycia twarzy od SuperFacialist. Ten żel jest moim ulubionym, ponieważ jako jedyny robi tak dużą różnicę -  świetnie oczyszcza i wyrównuje koloryt cery - a do tego nie przesusza skóry. Dzięki zawartości kwasu ten produkt szczególnie docenią osoby, które lubią dogłębne oczyszczenie, ale bez obaw - nadaje się do każdego typu cery. Pieni się świetnie, ale mimo wszystko mógłby być bardziej wydajny. 
Niewątpliwie problemem może być jego dostępność w Polsce, ale myślę że bez problemu można go dostać na ebay, czy amazon. Nie należy do najtańszych, bo kosztuje ok 8 Funtów, ale warto! Ja kupuję go w Boots.
Super Facialist Salicylic Acid Anti Blemish Clay Mask
 Kolejna jest maseczka z zawartością błota z Morza Martwego i kwasu Salicylowego od SuperFacialist, o której pisałam już w poprzednim poście, ale warto wspomnieć raz jeszcze! Pokochałam ją na równi z glinkami, a może nawet bardziej. Oczyszcza rewelacyjnie, ale nie przesusza i nie podrażnia skóry. Konsystencja jest kremowa, dzięki czemu nie zasycha na skórze nazbyt szybko, a zmywa się lepiej niż glinki. Przy systematycznym używaniu widać wyrównanie kolorytu skóry, rozjaśnienie przebarwień i spłycenie blizn potrądzikowych. Dla mnie mega! Aż zaraz pójdę sobie ją zrobić, haha. 
Niestety problemem może być znów dostępność - trzeba ratować się internetem- i cena, bo aż 10 Funtów.
Super Spot Remover Blemish Treatment Gel
 A na koniec zostawiłam najlepsze - czyli produkt punktowy od Origins. Ten można dostać w Sephora, więc luzik! Kosztuje 69zł za 10ml, czyli jest niesamowicie drogi, ale bez nerwów bo jest bardzo wydajny. Zwalczy pryszcza i przebarwienia. Złuszcza co trzeba. Niezawodny. Ja go sobie nie żałuję, bo niestety u mnie po każdym nieprzyjacielu zostaje przebarwienie na długo, ale ten produkt radzi sobie na tyle świetnie, że mam już jego trzecią buteleczkę - to chyba o czymś świadczy?:) 
Pachnie silnie ziołami (mój chłopak mówi że pachnę "jakimś jedzeniem"), ale można się przyzwyczaić. Najlepiej używać go kilka razy dziennie, ale kto ma na to czas? No właśnie. Na szczęście działa mimo mojego braku systematyczności, więc jestem kupiona.

Co myślicie o tych produktach? Używacie jakichś kosmetyków z kwasami w składzie? Pamiętajcie, teraz jest na to idealna pora, latem będzie za późno! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Moje zdjęcie
Witam! Jestem studentką filologii angielskiej, w wolnym czasie lubię czytać blogi o tematyce związanej z kosmetykami i wizażem jak i sama tworzyć swoje recenzje, stąd pomysł na założenie bloga. Postaram się by blog nie ograniczał się do tematyki kosmetyków, a dotyczył również innych dziedzin życia. Zapraszam do zaglądania tu częściej i obserwowania jak blog się rozwija!:)