wtorek, 31 marca 2015

Wyniki konkursu z kosmetykami Balea

 Hej Kochani! Dziś pora na wyniki ostatniego konkursu. Co prawda jak zwykle ogłaszam je późno, ale mam nadzieję, że nie macie mi tego tak bardzo za złe. Tym razem szczęście uśmiechnęło się do...
oraz

Gratuluję! Dziewczyny już piszę do Was maile. 

Macie ochotę na więcej konkursów z żelami Balea? :)

niedziela, 29 marca 2015

Farmona, Herbal Care, Balsam antycellulitowy do ciala `Bluszcz`

Hej Kochane! Dziś znów post dotyczący mojej walki z pomarańczową skórką. Za oknem wiosna (humorzasta, ale jednak), a to oznacza że pora zacząć przygotowywać ciałko na coraz większą ekspozycję i coraz to skąpsze ubrania. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię mieć w pod ręką produkty antycellulitowe, chociaż wiadomo - nie zawsze działają tak jak powinny. Tym razem pod lupę wzięłam balsam antycellulitowy do ciała polskiej marki Farmona, który skusił mnie naturalnym ekstraktem z bluszczu w składzie. Chcecie wiedzieć jak się spisał? Zapraszam do lektury!:)
Cena: ok 9zł/250ml, dostępny w drogeriach i sklepie internetowym, KLIK
Moja opinia: Nazwa balsam zdecydowanie pasuje do tego produktu; jest gęsty, dość treściwy, wydajny i... nie robi cudów. Już na wstępie mogę  z czystym sumieniem przyznać, że mojego cellulitu nie zmniejszył, więc chyba nic dziwnego, ze czułam się zawiedziona. Mimo wszystko nawet polubiłam ten produkt. Dlaczego? Już mówię.
Po pierwsze, balsam bardzo przyjemnie się rozsmarowuje i pozwala na wykonanie masażu na wybranych partiach ciała, a jak wiemy masaż jest bardzo ważny w walce w pomarańczową skórką. Po aplikacji nie pozostawia uczucia lepkości, a ładnie się wchłania. Do cech neutralnych mogę zaliczyć jego chemiczny cytrusowy zapach, którego fanką nie zostałam, ale też mnie nie razi i szybko o nim zapominam.
Kolejną kwestią jest nawilżenie i wzmocnienie skóry i tutaj zdecydowanie mogę przyznać producentowi rację, bo skóra na moich udach (tylko tam go stosowałam) zdecydowanie jest bardziej nawilżona, a co za tym idzie wygląda dobrze i jest bardzo miła w dotyku. Mogę również zgodzić się z tym, że jest aksamitnie gładka, ale niestety brak jej napięcia. Producent obiecuje, że skóra po używaniu balsamu będzie napięta, ujędrniona i sprężysta, cellulit wyraźnie zredukowany, a sylwetka wyszczuplona i to niestety w moim przypadku można włożyć między bajki.
Podsumowując: skóra wygląda po nim bardziej estetycznie i jest bardzo miła w dotyku, ale czuję niedosyt. Gdyby tylko spełniły się obietnice producenta dotyczące napięcia skóry to byłabym kupiona, a tak nie wiem czy balsam zostanie kupiony przeze mnie po wykończeniu tej tubki... Cena kusi, ale nieraz lepiej dopłacić i mieć coś na prawdę dobrego.
Moja ocena: 3-/5 Lepiej spisuje się jako zwyczajny balsam do ciała, niż produkt o działaniu antycellulitowym.
Już się cieszę na komentarze z serii "nie wierzę w działanie takich produktów", które notorycznie pojawiają się pod postami o produktach antycelulitowych...

piątek, 27 marca 2015

Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy (nowa receptura)

 Hej Kochane! Dziś będzie o kultowym kosmetyku do włosów, który zna chyba każda włosomaniaczka, a mianowicie o wcierce Jantar od Farmony. Przyznaję bez bicia, że to moje pierwsze zetknięcie z Laboratorium Kosmetyków Naturalnych Farmona, ale na pewno nie ostatnie,zwłaszcza że od dawna czaję się na ich peelingi Tutti Frutti. Farmona to polska firma kosmetyczna, a podstawą wszystkich ich produktów są "naturalne składniki aktywne, standaryzowane ekstrakty o wysokim stopniu czystości ekologicznej", brzmi więc kusząco.
Jesteście ciekawe jak wyglądało moje starcie z legendą? Zapraszam!
Od producenta: Receptura odżywki uwzględnia najistotniejsze potrzeby włosów cienkich, słabych, delikatnych i z tendencją do przetłuszczania. Zawiera biologicznie czynne substancje stymulujące wzrost włosów: Trichogen, Polyplant Hair, aktywny biologicznie wyciąg z bursztynu oraz witaminy A, E, F i d - pantenol. Odżywka Jantar hamuje wypadanie włosów, stymuluje ich wzrost i odżywianie. Zawarte w niej składniki są niezbędne do prawidłowego przebiegu procesów fizjologicznych skóry, jej odżywiania i regeneracji. Systematycznie stosowana poprawia metabolizm i dotlenienie cebulek włosów, regeneruje i łagodzi podrażnienia. Włosy stają się wyraźnie grubsze, lśniące i odporne na uszkodzenia. Odżywka wzmacnia strukturę włosów i chroni je przed szkodliwym wpływem środowiska i słońca. 
 Cena: ok. 11zł / 100ml, dostępna w drogeriach oraz w internetowym sklepie, KLIK
 Moja opinia: Odżywka ma konsystencję gęstego, odrobinę lepkiego płynu, który wsmarowujemy w skórę głowy codziennie przez 3 tygodnie, po czym należy zrobić przerwę. Ma zapach męskich perfum, dość intensywny i pewnie nie każdemu przypadnie do gustu, ale mi nie przeszkadza. Jej opakowanie jest szklane, z wygodnym dozownikiem. Wiem, że wiele z Was narzeka na ten dozownik, ale ja nie wyobrażam sobie innego. Z łatwością nakładam produkt na opuszki palców jednej ręki, po czym rozcieram go również na opuszkach drugiej ręki. Wtedy przechodzę do masażu skóry głowy. Należy pamiętać, by nie wcierać odżywki we włosy (mogą stać się matowe), radzę stosować ją tylko na skórę głowy, a włosy i tak w późniejszym czasie na tym zyskają. Takie nakładanie produktu nie wpłynęło w żaden sposób na świeżość i wygląd moich włosów. Z tego co czytałam, u wielu dziewczyn dzięki tej odżywce włosy były dłużej świeże i uniesione, u mnie niestety nie zauważyłam takich efektów. Zauważyłam natomiast ich przyspieszony przyrost, czego się spodziewałam i na co czekałam. Co prawda w międzyczasie stosowałam też olej stymulujący wzrost włosów Bani Agafii (KLIK), ale już mniej systematycznie i tylko przez pierwszy tydzień, ponieważ chciałam sprawdzić czy Jantar pozostawiony sam sobie nie przesuszy mojego skalpu. Na szczęście skóra głowy nie była przesuszona, ani nie swędziała, a tego bałam się najbardziej. 
Kolejną kwestią jest zmniejszone wypadanie włosów podczas czesania i mycia. Co prawda nigdy nie miałam problemów z dużym wypadaniem, ale po stosowaniu tej odżywki jest jeszcze lepiej. Widzę też coraz więcej i więcej nowych, krótkich włosków, z czego bardzo się cieszę. Im więcej tym lepiej!
Wydajność odżywki jest całkiem przeciętna, a cena na każdą kieszeń.
Moja ocena: 5/5 To moja pierwsza wcierka, ale sprawdziła się bardzo dobrze i nie mam zastrzeżeń. :)
  Jak u Was przebiegło stosowanie wcierki Jantar? Dopatrzyłyście się wad, czy tak jak ja byłyście zadowolone?

środa, 25 marca 2015

Olejowy Raj - poznajemy olej kokosowy i olej z pestek slonecznika

Hej Kochani! Kilka miesięcy temu pokazywałam Wam wśród swoich zakupów olej kokosowy marki Olejowy Raj. Później do moich zbiorów dołączył również olej z pestek słonecznika i postanowiłam, że napiszę co nieco o obu!:) Zapraszam!
Olej kokosowy jest już pewnie znany większości z Was, a ja używam go jakoś od grudnia. Ważny jest wybór takiego tłoczonego na zimno, nieoczyszczonego, ponieważ tylko ten ma w sobie całe dobro i tylko on posiada pyszny kokosowy smak i aromat.
Przyznam, że najbardziej ciekawiło mnie jego zastosowanie w kuchni i... zakochałam się! Fanki kokosowych wiórków nie będą zawiedzione, bo to właśnie nimi smakuje ten olej. Jest słodki i aromatyczny, pyszny na chlebie z miodem, albo nawet sam. Najbardziej lubię naleśniki smażone na nim, są po prostu rewelacyjne, a w trakcie smażenia w całej kuchni unosi się zapach! A właśnie - na tym oleju można smażyć i dodawać go do wypieków zamiast innego tłuszczu.:)
Olej kokosowy w temperaturze powyżej ok 21 stopni ma stan stały, dlatego często nazywa się go masłem kokosowym. Pod wpływem ciepła ciała szybko zamienia się jednak w płynny olejek i w łatwością można używać go jako kosmetyk. Z powodzeniem zastąpi balsam do ciała, ale odradzam używanie go na twarz, ponieważ to jeden z zapychaczy! 
Uwielbiam nakładać go na włosy już po umyciu. Wcieram go w końcówki i rozsmarowuję również na długości jak serum, oczywiście w bardzo niewielkich ilościach. Nie oblepia włosów, a wygładza je i ujarzmia puch. Świetnie nadaje się też do olejowania przed myciem.
Olej Olejowy Raj kosztuje ok 16zł za 340ml, KLIK
Używam go również do płukania zębów. Pewnie wiele z Was teraz zadziwię, ale ssanie oleju kokosowego przez ok 20min dziennie jest nie tylko zdrowe, ale i wybiela zęby! Co prawda na efekty trzeba czekać, ale po około miesiącu praktykowania tzw. ssania oleju zauważyłam rozjaśnienie zębów.
Można też zrobić na jego podstawie naturalną pastę do zębów. Niestety nie podam Wam żadnej receptury, ponieważ sama zrobiłam taką pastę z połączenia kilku przepisów znalezionych w internecie i moja pasta mi nie posmakowała - przez sodę oczyszczoną.
Olej z pestek słonecznika króluje w mojej kuchni. Smakuje pysznie - bo jak pestki słonecznikowe. Smak jest dość intensywny i rewelacyjnie komponuje się z sałatkami.
A czy wiedziałyście, że taki olej również ma swoje zastosowanie w kosmetyce? Ja szczerze mówiąc dowiedziałam się o tym dopiero gdy go dostałam! Na razie nie próbowałam, więc tym bardziej ciekawią mnie Wasze doświadczenia!;)
Olej słonecznikowy wytwarzany na zimno jest ponoć świetny dla naszej skóry. Szczególnie polecany dla cery tłustej i mieszanej, ponieważ nie tworzy zaskórników i szybko się wchłania. Ma działanie przeciwzapalne i antyoksydacyjne.
Ten powyższy kosztuje 20zł za 500ml, KLIK
Macie jakieś doświadczenia z tymi olejami? Miałyście styczność z Olejowym Rajem? 
Mnie ciekawi ich olej lniany i olej z wiesiołka!:)

niedziela, 22 marca 2015

Wiosenna Kawa Blogerska w Katowicach - moja relacja :)

Hej Kochani! Na wstępie chcę Wam bardzo podziękować za miłe słowa pod ostatnim postem! Czytając je od razu poczułam się lepiej.:) Co prawda moje zdrowie jeszcze kuleje, ale udało mi się wrócić do codziennych zajęć i nawet zdałam egzamin, który wcześniej ominęłam ze względu na chorobę. 
Wiem, że blog zionie pustkami, ale ostatnio wciąż brakowało mi czasu ze względu na naukę do egzaminów (trzymajcie kciuki żebym zdała!), praktyki i inne obowiązki. Teraz na szczęście troszkę się rozluźni, więc mam w planie znów regularnie pisać.  Ale nie miało być o tym!

Dziś będzie o sobocie 14 marca, która była dla mnie pełną wrażeń - po części dlatego, że tego dnia odbyła się wiosenna kawa blogerska, w której miałam przyjemność brać udział, ale również dlatego, że jeszcze będąc w drodze na miejsce dostałam od mamy wiadomość, że czeka na mnie w domu gość - mój wujek z Niemiec, który wpadł do Nas niespodziewanie - duża niespodzianka. :) 

Spotkanie odbyło się w Katowickim Coffee Heaven i było zupełnie luźne i nieoficjalne. Nie było tam przedstawicieli firm, więc cały czas spędziłyśmy na luźnej rozmowie i kosztowaniu pyszności  - mają tam niesamowity wybór kaw o różnych ciekawych smakach i nazwach, a ja skusiłam się na belgijską czekoladę.
Poniżej możecie zobaczyć stolik pełen kosmetyków - to właśnie wymianka "bierz co chcesz", z którą nigdy wcześniej się nie spotkałam. Zazwyczaj na innych spotkaniach owszem, wymieniałyśmy się z dziewczynami kosmetykami, ale ta wymianka była nieco inna, polegała na wyłożeniu na stolik wszystkiego i każda z Nas mogła zabrać to, co jej się spodobało.:)
Rozmowy oczywiście krążyły wokół kosmetyków...i nie tylko!:) Dzięki doświadczeniom dziewczyn usłyszałam min. o zabawnej i lekko przerażającej współpracy pomiędzy blogerką urodową i przedstawicielem pewnej firmy i przyznam, że od teraz do współprac chyba nie będę już podchodziła z taką ufnością jak do tej pory.;D 
Muszę przyznać, że spotkanie przebiegało w bardzo miłej atmosferze i było duużo śmiechu.:) 
Dziękuję wszystkim dziewczynom za mile spędzone popołudnie!:* 
Dziewczyny:

No i ja.
Co prawda tamten dzień był nieco deszczowy i nie miał w sobie nic wiosny, ale chyba spotkaniem tę wiosnę wywołałyśmy, bo z dnia na dzień na zewnątrz  było coraz cieplej i przyjemniej!:)
Każda z Nas dostała też kilka miłych prezentów-niespodzianek. Nie będę pokazywała wszystkich, ale pochwalę się Wam ślicznymi lakierami od Indigo w wiosennych kolorach:
A właściwie są ta dwa lakiery i baza (różowa). Śliczne, prawda?:)
A powyżej produkt, który jeszcze tego samego wieczoru poszedł w ruch - chłodzący żel (a właściwie żelo-krem) do nóg i stóp od mio (mama mio, Lucky Legs cooling energising leg gel). Podobno dla kobiet w ciąży, ale to nie przeszkadza mi w używaniu.:) Stan pochorobowy sprawił, że szybko się męczę, a nogi i stopy notorycznie mnie bolą, więc mam z niego niezły użytek - na prawdę chłodzi i przynosi ulgę po całym dniu.

wtorek, 10 marca 2015

Nowości w kosmetyczce - Luty

Hej Kochani! Niestety choroba wciąż mnie męczy i nie daje za wygraną. Przez to wszystko ominęłam ważny egzamin i czuję, ze wszystkie zaległości niebawem zaczną się nawarstwiać i mnie pokonają. 
Jedyna zaleta w tym taka, że mam odrobinę czasu by napisać coś na blogu. Nie będzie to długi post, bo dosłownie nie mam sił by myśleć, ale pokażę Wam co sprawiłam sobie w lutym. W większości będzie to kolorówka i były to raczej skromne zakupy, ale musiałam uzupełnić braki.:D 
Powyższe maleństwa to miniatury kremów do rąk od L'Occitane, które można było dostać za darmo dzięki organizowanej przez markę akcji. Nie wiem czy akcja nadal trwa, zerknijcie na stronę sklepu i szukajcie jeśli macie na nie ochotę.:) Jeśli chodzi o same produkty to mam mieszane uczucia. Wersja waniliowa miała szansę być moim hitem, bo wanilię uwielbiam, ale ten krem niestety śmierdzi i to konkretnie. Mój narzeczony określił to jako smród karmy do psów i ja się pod tym podpisuję, fuj! Wersja o zapachu róży natomiast pachnie ślicznie, chociaż nie jestem fanką różanych zapachów. Tej drugiej używam z przyjemnością i sprawdza się rewelacyjnie.
Kolejne dwa produkty to podkład Rimmela i korektor Maybelline Affinitone, które już kiedyś miałam i bardzo polubiłam. Recenzję podkładu znajdziecie TUTAJ. Korektor sprawdza się nieco gorzej niż kiedyś, ale całkiem możliwe że muszę przywyknąć do tej płynnej formuły, bo ostatnio używałam tylko korektora w sztyfcie.
Miałam też zapotrzebowanie na czarną kredkę do powiek. Od razu sięgnęłam do szafy essence, bo zarówno ceny jak i jakość ich produktów mi odpowiadają. Przy okazji do koszyka wpadły także bibułki matujące oil control z serii all about matt. Ciekawe czy zastąpią mi bibułki Inglota?:)
Obecny tusz do rzęs zaczyna mnie troszkę denerwować (osypywanie się), więc podjęłam poszukiwania czegoś nowego. Miałam zamiar wybrać coś od Maybelline, bo ich maskary nigdy mnie nie zawodzą, ale znów wygrało essence. Używałam go kilka razy i na razie jestem bardzo zadowolona.:)
Catrice Pure Shine Colour to koloryzujący balsam do ust w kredce. Jakiś czas temu w oko wpadł mi odcień "030 Don't Think Just Pink", który miała na ustach jedna z youtuberek i sama zapragnęłam go mieć. Od kiedy go mam używam go przy każdym makijażu. :) Na pewno będzie recenzja!
Ostatni jest podkład mineralny Rhea. Wybrałam ocień, który nie był najjaśniejszym, a mimo to jest dla mnie zbyt jasny, więc bladolice mają w czym wybierać! Duży plus, bo często o bardzo jasne odcienie jest trudno, a jeśli są to różowe - tutaj mam śliczny neutralny odcień, Więcej o tym podkładzie napiszę niebawem.:)

Jak tam u Was z zakupami? Szalejecie, czy tak jak ja uzupełniacie braki?

piątek, 6 marca 2015

Wyniki rozdania

Hej Kochani! Przepraszam, że tak późno publikuję wyniki, ale z moim zdrowiem jest baaardzo kiepsko i miałam kilka dni wyjętych z życia :(
Zaległy konkurs wygrywa:
Joanna Skała
Gratuluję!
Zachęcam do udziału w obecnie trwającym konkursie:


poniedziałek, 2 marca 2015

Auriga Flavo-C serum - serum do twarzy z witamina C 8%

Hej Kochane! Lubicie sera do twarzy? Ja do niedawna unikałam tego typu kosmetyków, wyznając zasadę, że im mniej warstw produktów nakładam na swoją problematyczną buźkę, tym lepiej. Na szczęście zrobiłam wyjątek dla dzisiejszego bohatera i przekonałam się!:) Zapraszam do dalszej części posta, jeśli jesteście ciekawe co mnie w nim urzekło!:)
Cena: ok 50zł/15ml
Od producenta:
-dla osób ok. 25-go roku życia, aby opóźnić pojawienie się pierwszych zmarszczek,
-w przypadku już istniejących zmarszczek, oraz innych oznak starzenia się skóry takich jak utrata elastyczności, plamy barwnikowe, 
-dla palaczy, osób przebywających często w klimatyzowanych pomieszczeniach, 
w warunkach miejskich, aby wzmocnić procesy naprawcze skóry,
-w przypadku skóry zniszczonej słońcem.
Moja opinia: Serum znajduje się w praktycznym opakowaniu z pipetą, co znacznie ułatwia aplikację, ponieważ serum jest kompletnie płynne i inaczej mogłoby uciekać przez palce. Płyn ma brązowawy kolor i pachnie jak typowy produkt apteczny, ale zapach szybko się ulatnia i wcale nie jest nieprzyjemny. Z pozoru mała buteleczka wystarcza na bardzo długo, chociaż wcale sobie nie żałuję tego cuda. Całość zamknięta jest w małym kartonowym opakowaniu, które z kolei mieści się w większym kartonie - nie ma szans żeby ktoś wtykał tam paluchy zanim dotrze do właściciela!
Co z działaniem? Już mówię!
Po nałożeniu serum wchłania się niemal natychmiastowo i pozostawia cerę lekko napiętą, ale w dobrym sensie - zmarszczki są wygładzone, więc dużo przyjemniej nakłada się makijaż. Co prawda nie mam dużych zmarszczek, ale na czole zazwyczaj są one widoczne. Samo serum co prawda nie nawilża wystarczająco - konieczne jest użycie kremu, jak po każdym serum - ale na pewno pomaga, ponieważ kiedy go używam, nie mam problemu z suchymi skórkami. Cera jest po nim promienna i pełna blasku ale nie przetłuszcza się szybciej ani nie lepi, bez obaw. Nie zauważyłam też pogorszenia jej stanu jeśli chodzi o niedoskonałości. Serum zawiera 8% witaminy C, co zapewnia owy blask i pomaga wzmocnić naczynia krwionośne - łagodzi mój odwieczny problem w postaci "pajączków".
Do tej pory uważałam sera za produkty zbędne w mojej pielęgnacji, ale do tego przekonałam się w 100% i jeśli dopadnę go w promocji to nie zawaham się ani chwili żeby je kupić. Jeśli macie ochotę je wypróbować, polecam polować na przeceny zwłaszcza w Super-Pharm, jakiś czas temu natknęłam się tam na niezłą okazję cenową. :)
Moja ocena: 5/5 nie dopatrzyłam się wad, działa jak należy.:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Moje zdjęcie
Witam! Jestem studentką filologii angielskiej, w wolnym czasie lubię czytać blogi o tematyce związanej z kosmetykami i wizażem jak i sama tworzyć swoje recenzje, stąd pomysł na założenie bloga. Postaram się by blog nie ograniczał się do tematyki kosmetyków, a dotyczył również innych dziedzin życia. Zapraszam do zaglądania tu częściej i obserwowania jak blog się rozwija!:)