poniedziałek, 29 września 2014

Organique, Cukrowa pianka peelingująca do ciała "Owocowy koktajl" - rozpieszczamy zmysły!

Hej dziewczyny! Pamiętacie moją recenzję greckiej pianki do kąpieli Organique? Jeśli nie, to odsyłam TUTAJ. Kompletnie się w niej zakochałam, a kiedy zobaczyłam, że na blogu Life in dots wygrałam nowość - czyli piankę peelingującą, po prostu nie mogłam się doczekać aż przyjedzie! 
 Dziś zapraszam Was wszystkie na owocowy koktajl na plaży...:-)

 Od producenta: Łagodna, pachnąca soczystymi owocami pianka do mycia ciała. Cukier delikatnie oczyszcza, peelinguje i wygładza, a gliceryna roślinna zmiękcza i nawilża skórę. Lekka, puszysta formuła i apetyczne aromaty działają na zmysły, oraz uprzyjemniają kąpiel, zarówno w wannie, jak i pod prysznicem.

Niewielką ilość pianki nanieść na skórę, przemasować na sucho kolistymi ruchami, następnie dodać odrobinę wody w celu uzyskania piany. Spłukać ciepłą wodą.

Cena: 34,90zł / 200ml,   19,90zł/100ml
 Moja opinia: Te z Was, które lubią słodkie, owocowe zapachy w kosmetykach, nie będą zawiedzione "Owocowym koktajlem",  ja mogłabym go wąchać i wąchać...:) Przyjemny zapach w połączeniu z różowym kolorem produktu i jego wspaniałą, piankową formułą, zawsze pozytywnie mnie nastrajają!
Pianka ma dobre właściwości myjące, zupełnie jak jej poprzedniczka, ale jej dodatkową zaletą jest obecność drobinek cukru, które delikatnie peelingują i wygładzają skórę. Cukru jest całkiem sporo, a dzięki puszystej konsystencji produktu, nie opada on na dno opakowania. 
Jeśli lubicie mocne zdzieraki, to ten produkt nie do końca Was usatysfakcjonuje, dla mnie jednak jest idealny. Przydał się zwłaszcza latem, kiedy musiałam być delikatna dla opalonej skóry, ale nie chciałam całkowicie rezygnować z peelingu. Niedawno spróbowałam użyć tego cuda na sucho (miałam nadzieję na mocniejszy peeling), ale niestety nie było to przyjemne. Polecam aplikację na lekko zwilżoną skórę.
 Pianka nigdy nie przesuszyła, ani nie podrażniła mojej skóry, po jej użyciu skóra jest dobrze umyta, wygładzona i pięknie pachnie.
"Owocowy koktajl",  tak jak jego grecka poprzedniczka, świetnie nadaje się na podróż, ponieważ jest lekki, wydajny i nie ma szans, że się wyleje. 
Moja opinia: 5/5 Nie ukrywam, że mam słabość do pianek Organique!:)

A Wy miałyście już którąś? Co o nich myślicie?



P.S. Przypominam o rozdaniu, do wygrania 3 wybrane naturalne cienie do powiek. :) 

sobota, 27 września 2014

Kolejny hit Tołpy -Botanic Amarantus, Nawilżające mleczko - nektar do ciała

Od producenta: Tołpa Botanic Amarantus to linia nawilżająca. Głównym składnikiem linii jest ekstrakt z ziaren amarantusa. Amarantus uprawiano już około 5 tysięcy lat temu. Znany był ludom prekolumbijskim. Aztekowie, Inkowie i Majowie stosowali go jako pożywienie i nazywali "złotym zbożem bogów". Prawdopodobnie dlatego, że pokarmowe i terapeutyczne właściwości amarantusa wydawały się nie z tej ziemi. Z kolei dla Indian amarantus był rośliną świętą. Mówili do niej: "Nieśmiertelna!". Ziarna amarantusa zawierają dużą ilość błonnika, skwalenu i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. W związku z tym, że są wolne od glutenu – sprawdzają się w diecie bezglutenowej. Białko amarantusa jest łatwiej przyswajalne i ma większą wartość odżywczą niż białko mleka, soi czy jęczmienia. Dodatkowa wartość to obecność wszystkich aminokwasów egzogennych. Amarantus nawilża i uelastycznia oraz przywraca skórze aksamitną gładkość.
Botaniczne kosmetyki Amarantus zawierają składniki aktywne, które zostały tak dobrane, by intensywnie nawilżać skórę i wzmacniać jej barierę ochronną. Usuwają szorstkość, zmiękczają i nadają aksamitną gładkość. Przywracają komfort, zabezpieczają skórę przed negatywnym działaniem wolnych rodników i przywracają blask skórze. Skuteczność działania linii tołpa:Ÿ botanic, amarantus została potwierdzona w badaniach dermatologicznych w Klinice Dermatologii, Wenerologii i Alergologii Akademii Medycznej we Wrocławiu. 
Cena: 7zł / 50m, 25zł/200ml
Moja opinia: Mleczko na lekką konsystencję i biały kolor. Jego kwiatowy zapach jest dość specyficzny, nie każdemu przypadnie do gustu, ale mnie spodobał się bardzo. Zapach utrzymuje się na skórze przez kilka godzin, stopniowo traci na intensywności i nie jest męczący.
Opakowanie jest typowe dla Tołpy, czyli proste i praktyczne. Dawno nie miałam balsamu w takiej tubce, nad czym ubolewam, bo taka forma pozwala na łatwe wydobycie kosmetyku, a na końcu można nawet ją rozciąć i wygrzebać resztki.
Działanie produktu również mnie nie zawiodło: mleczko doskonale nawilża skórę i szybko się wchłania, nie ma mowy o żadnej lepkości, czy tłustej warstwie na ciele.
Szczerze mówiąc (pisząc) nie spodziewałam się po delikatnym mleczku aż takiego wygładzenia i nawilżenia skóry. Kiedy stosuję je wieczorem, rano skóra na moich łokciach jest idealnie gładka, a zazwyczaj bywa raczej sucha. Nieraz gorzej sprawdzają się u mnie treściwe masełka, więc działaniem ten produkt kupił mnie od razu. 
Do tego wszystkiego dochodzi cena, która również jest całkiem przyjemna, więc na pewno nie będzie to moja ostatnia tubka mleczka-nektaru!
Moja ocena: 5/5 Kolejny ulubieniec tej marki, jak tu nie kochać Tołpy?

A Wy miałyście już mleczko-nektar od Tołpy? Lubicie tą markę?:)

czwartek, 25 września 2014

Rozdanie z e-naturalne.pl - wygraj trzy wybrane cienie do powiek!

Hej kochane! Pamiętacie naturalne cienie z poprzedniego postu? Jeśli tak, to dziś mam dla Was niespodziankę - dzięki uprzejmości Pani Joli z e-naturalne, organizuję dla Was konkurs, w którym do wygrania jest zestaw do wykonania cieni i trzy wybrane przez siebie pigmenty!
Jeśli nie wiecie o czym mowa, odsyłam do mojego postu na temat owych cieni: KLIK.

Co trzeba zrobić aby wziąć udział w konkursie?
1. Obserwować mojego bloga,
2. Podać swój e-mail kontaktowy,
3. Wybrać dla siebie 3 pigmenty TUTAJ (czyli na stronie www.e-naturalne.pl),
4. W komentarzu odpowiedzieć na pytanie: Co najbardziej cenisz sobie w naturalnych kosmetykach?
Tak prezentują się moje cienie:)

Będzie mi również miło, jeśli zamieścicie u siebie baner (nie jest to warunek konieczny):
Konkurs będzie trwał od dziś (25.09.2014) do 9.10.2014, a o wynikach zostaniecie poinformowane w osobnym poście. Zwyciężczyni dostanie również wiadomość na maila (staram się unikać oszustw, a w blogosferze grasuje wielu wyłudzaczy).

Wzór komentarza:
1. Obserwuję jako:
2. E-mail:
3. Wybieram pigmenty: (proszę o linki i nazwy)
4. Co najbardziej cenisz sobie w naturalnych kosmetykach?

Pozdrawiam i życzę wszystkim powodzenia i miłej zabawy! 

wtorek, 23 września 2014

Sypkie cienie do powiek od e-naturalne.pl: Sapphire, Russet Pearl i Amethyst

Hej dziewczyny! Dziś przyszła pora na recenzję cieni, które mam już u siebie od ok. miesiąca, ale trudno mi było zabrać się za recenzję - jak zwykle problem tkwił w zdjęciach. Nigdy nie jestem zadowolona z tego, jak mój makijaż oka wygląda na zdjęciach, chociaż na żywo ten z dzisiejszego posta zebrał kilka komplementów. Nie przedłużając zapraszam na post o sypkich cieniach, które można zrobić w zaciszu swojego domu!:)
Od producenta: Cienie do powiek sypkie to propozycją cieni kryjących, bardzo dobrze rozprowadzających się oraz długo utrzymujących na powiece. Oferowany zestaw pozwala na wykonanie cieni w dowolnych barwach oraz o różnym stężeniu pigmentów. Przygotowanie jest bardzo proste i w błyskawiczny sposób pozwala wyczarować różnorodną paletę barw. Zalecany łączenie ze sobą wiele pigmentów, pozwala to na uzyskanie niepowtarzalnych kolorów.

Bazę pod cienie sypkie można wykonać poprzez wymieszanie składników w woreczku strunowym, w młynku do kawy lub utrzeć w moździerzu, przy czym wykonanie w młynku jest zdecydowanie szybsze i wygodniejsze. Jeżeli zostanie użyty młynek, powinien być nowy i przeznaczony tylko i wyłącznie do wytwarzania kosmetyków.

Skład zestawu odpowiedniego do przygotowania 10 g cieni do powiek:
Mica sunrise – 5,5 g
Tlenek tytanu – 0,5 g
Puder bambusowy – 1 g
Balance gold - 0,5g
Lepiszcze - 0,5g 
Szpatułka
Pipeta
Naklejka
3 plastikowe pudełeczka 20ml
jeden elegancji słoiczek na pudry - tutaj nie wiem o co chodzi, bo takiego słoiczka nie dostałam
3 woreczki strunowe do mieszania pigmentów z bazą
Ilość wszystkich składników zestawu jest dokładnie odmierzona.
Dodatkowe elementy niezawarte w zestawie: BRAK

Wykonanie cieni w woreczku strunowym:
Do woreczka strunowego wsypujemy wszystkie produkty dostarczone w zestawie, po czym zamykamy woreczek, pozostawiając w nim trochę powietrza i mieszamy, przesypujemy i "miętosimy" woreczek, do całkowitego wymieszania produktów.
Następnie dodajemy lepiszcze (0,5g ~ 0,55ml), po czym ponownie mieszamy całość. Mieszać należy do momentu uzyskania jednolitego pudru, bez grudek.

Wykonanie cieni w młynku do kawy:
Do młynka do kawy wsypujemy wszystkie składniki będące w zestawie, po czym całość miksujemy. Miksować należy bardzo krótko, impulsowo (poniżej 1s), aby nie zgrzać masy.
Następnie dodajemy lepiszcze (0,5g ~ 0,55ml) po czym ponownie mieszamy.

Wykonanie cieni w moździerzu:
Do moździerza wsypujemy wszystkie składniki zestawu, po czym całość ucieramy, do uzyskania jednolitej gładkiej masy.
Następnie dodajemy lepiszcze (0,5g ~ 0,55ml) po czym ponownie ucieramy całość.

Dodawanie pigmentów:
Wybrane pigmenty najlepiej łączyć z otrzymaną bazą pod cienie w woreczkach foliowych.
Do woreczka foliowego wsypujemy niewielką ilość bazy, dodajemy niewielką ilość pigmentów (w zależności od uznania). Zamykamy woreczek i mieszamy, ugniatając go w ręce, przesypując zawartość w jego wnętrzu. Po około minucie mamy gotowy cień do powiek. Ilość bazy powinna wystarczyć na przygotowanie co najmniej 4 cieni do powiek
Cena: Bazę na ok 5 cieni dostaniemy za 14,90zł/10g TUTAJ
a pigmenty za 2,50zł/2g.
Poniżej moje gotowe już cienie (bez lampy błyskowej, a potem z lampą), kolejno:
1. Russet Pearl, dostępny TUTAJ
2. Amethyst, dostępny TUTAJ
3. Sapphire, dostępny TUTAJ.
Zazwyczaj królują u mnie beże i brązy, więc tym razem postanowiłam zaszaleć!
Oto swatche, przepraszam za brudną łapkę, ale przy mieszaniu cieni troszkę mi się usypało. :D
Moja opinia: To moje pierwsze sypkie cienie, więc porównanie mam żadne, ale swoje zdanie już sobie o nich wyrobiłam. Przyznam, że na początku byłam przerażona, bo swatche, które wymalowałam na ręce można było łatwo zetrzeć. Zbyt łatwo.
O dziwo jednak po nałożeniu na powiekę, zwykle trzymają się one bez zarzutu przez ok. 4 godziny, później kolory lekko bledną, ale wciąż jest w porządku i nic się nie rozmazuje. Pod cienie używam bazy (essence, I love stage), co nie wpływa na moją opinię na ich temat, bo u mnie bez bazy trwałość makijażu oka zawsze jest godna pożałowania. 
Jeśli chodzi o aplikację, to i z nią nie miałam większych problemów, ale ich nakładanie jest dla mnie troszkę trudniejsze, niż nakładanie cieni prasowanych. Zapewne to kwestia wprawy.
Na początku moją wielką obawą było to, że cienie w takiej formie będą się osypywać, więc możecie sobie wyobrazić jakie było moje zdziwienie, kiedy po wykonaniu makijażu zobaczyłam, że pod oczami nie ma prawie żadnych śladów osypanych cieni.
Fakt, że produkt jest naturalny, zapewne będzie miał duże znaczenie dla wielu z Was. Wiem, że wiele dziewczyn ma bardzo wrażliwe oczy i powieki. Ja się z tym problemem nie borykam i mało co powoduje u mnie podrażnienie, więc nic dziwnego, ze i te cienie mi nie zaszkodziły.
Wielką zaletą jest pojemność, bo po dodaniu bazy do pigmentów, produktu wychodzi na prawdę sporo. 
Do tego plus za ładne i praktyczne opakowania z sitkiem. Zdjęcia zostały zrobione przed nałożeniem sitek na słoiczki, ale uwierzcie mi na słowo, że tak jest.:)
Moja ocena: 4+/5 Trwałość mnie nie powaliła, ale cała reszta jak najbardziej na plus. Z chęcią w przyszłości przygarnę bardziej uniwersalne kolory i zostanę z tymi cieniami na dłużej!

A teraz zapraszam na zdjęcia z Russet Pearl i Sapphire w roli głównej. Makijaż typowo amatorski, więc proszę o wyrozumiałość.:) 


piątek, 19 września 2014

Ulubieńcy urlopowi - minirecenzje! + kilka nowości

Hej kochane! Tym razem wstrzymałam się z zaprezentowaniem na blogu spakowanych kosmetyczek na wyjazd (mogłybyście się przerazić), ale postanowiłam pokazać Wam co najlepiej sprawdziło się u mnie na urlopie. 
Ponadto ostatnio przybyło mi kilka nowości kosmetycznych. Część z nich kupiłam przed wyjazdem na wczasy [relacja z wczasów TUTAJ], a część wygrałam. Nie jest tego dużo, ale są to same cukiereczki, więc z przyjemnością Wam je przedstawię. Zapraszam!
Przed wyjazdem wpadłam do Inglota z zamiarem zakupu rozcieńczacza do lakieru (do paznokci - Inglot Pro Thinner) i bibułek matujących. Rozcieńczacz odratował moją resztkę Sally Handen Insta Dri i dał jej drugie życie.
Bibułki matujące widoczne poniżej również okazały się strzałem w 10-tkę! Świetnie matują buzię i pochłaniają nadmiar sebum. Ja przez cały urlop stosowałam tłusty kremik (o nim będzie dalej), a w razie potrzeby sięgałam po te cuda. Puder poszedł w odstawkę!

Powyżej coś, co otrzymałam na krótko przed wyjazdem - pianka peelingująca Organique!<3 
Wygrałam ją u Kasi z www.life-in-dots.blogspot.com - dziękuję raz jeszcze!:*

Poniżej już moi ulubieńcy urlopowi [kolejność losowa]:

środa, 17 września 2014

Nominacja Liebster Blog Award + Sprawdź, czy wygrałaś mydełko!

Hej kochane! Nie mam w zwyczaju odpowiadać w postach na nominacje Liebster Award, zazwyczaj odpowiadam na pytania w komentarzach, ale tym razem będzie inaczej. W ostatnim czasie zostałam nominowana przez dwie osoby (www.amarantoweokulary.blogspot.com i www.my-dream-about-australia.blogspot.com), więc załatwię to za jednym zamachem. :D 
Dziewczynom serdecznie dziękuję za nominacje:*!

Przypomnienie zasad gry: 
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

poniedziałek, 15 września 2014

Wrześniowy urlop na Krecie + wakacyjne upominki dla czytelniczek!

Hej kochane! Jak większość z Was już wie, niedawno wróciłam z wczasów na Krecie. Bardzo lubię przeglądać Wasze wakacyjne posty, więc i ja postanowiłam podzielić się swoimi wspomnieniami, zapraszam!

sobota, 13 września 2014

Babeczka do kąpieli Full Mellow, Citrus Madness - relaks w najczystszej postaci

Hej dziewczyny! Ja wciąż nie mogę powrócić do normalności po wczasach, więc wybaczcie mi nieobecność na Waszych blogach! Myślę, że jutro odpowiem na Wasze komentarze i nadrobię zaległości. Dziś znów będzie o gadżecie kąpielowym, tym razem w formie babeczki. Zapraszam do dalszej części posta i od razu przepraszam wszystkie osoby, które nie posiadają wanny, bo zrobię im smaka!:D
Świeży zapach cytrusów obudzi w Tobie pokłady nowej energii. Kremowy Cupcake rozpuszcza się powoli, uwalniając dobroczynne właściwości, jakie daje masło Shea, Mango i Awokado. Twoja skóra stanie wygładzona, zregenerowana i nawilżona dzięki witaminom A, D, E oraz zmiękczającym właściwością sody.
.  Skład: Sodium Bicarbonate, Citric Acid, Corn Starch, Epsom Salt, Olive Oil, Sunflower Oil, Tangy Citrus Fragrance Oil, VitamineE, Yellow Water Pigment, Meringue Powder, Cream of Tartar,Powder Sugar, Melon Fragrance Oil, Shea Butter, Mango Butter, Avocado Butter, Sodium Lauryl Sulfoacetate.
Cena: 13,50zł/35gram  
    
Moja opinia: Niestety moja babeczka dotarła do mnie bardzo pokruszona, ale i tak wyglądała zachęcająco. Wrzucona do wody uwalnia śliczny cytrynowy zapach, coś jak orzeźwiający i słodki sorbet cytrynowy - super!
Produkt świetnie zmiękcza wodę i sprawia, że jest ona nieco tłusta, dzięki czemu nie musimy się martwić o późniejsze użycie balsamu, jest ono zbędne.:) Barwi wodę na cytrynowy kolor, a jego zapach cały czas utrzymuje się w łazience, nie tracąc na swojej intensywności.
Jedna sztuka wystarczyła mi na dwie kąpiele, ale to zależy od tego ile nalewamy wody do wanny i jak dużo umilaczy kąpielowych lubimy sobie zaserwować. Ja nie przepadam za zbyt dużą ich ilością, bo czuję się oblepiona, stąd pół babeczki było dla mnie ilością idealną.
Jedyną wadą tego cuda jest to, że nie do końca się rozpuszcza. U podczas kąpieli w wodzie pływały małe kawałeczki, które trzeba było rozetrzeć w dłoni, by się rozpuściły, inaczej ani rusz.
Moja ocena: 4+/5 Bardzo lubię tego typu produkty, ale pod względem trwałości i rozpuszczania się wygrywa jednak Bomb Cosmetics (pączek kąpielowy opisywałam tutaj).

P.S. Co powiecie na post o wczasach i małe rozdanie naturalnych oliwnych mydełek prosto z Grecji? 

czwartek, 11 września 2014

Peeling kawowy w kostce i mydełko peelingujące w jednym - własnej roboty! Bo walka z cellulitem nie kończy się z odejściem lata!

Hej kochane! Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam peeling kawowy! :-)
 Nie lubię natomiast po nim sprzątać, nieraz można nieźle pozatykać nim rury... Dziś pokażę Wam jak sobie poradziłam z tym problemem, a przy okazji znalazłam zastępcę dla mojego ukochanego peelingującego mydełka z borowiną i kawą, o którym pisałam TUTAJ.
Nie jest to przepis w całości mojego pomysłu, bo widziałam już podobne na wielu innych blogach, ale jest to moja interpretacja. Zapraszam!
Do zrobienia tego cuda niezbędna jest kostka mydła. Fajnie byłoby użyć naturalnego, ale to było moje pierwsze podejście do tej zabawy i postanowiłam skorzystać z jakiegoś kompletnego zwyklaka przypominającego szare mydło, który akurat zalegał mi w domu.
Mydełko starłam (grube oczka) i umieściłam w kąpieli wodnej.  Do startego mydła wlałam ok 5 łyżek gorącej wody, żeby zrobić coś w rodzaju papki.
Następnie do dałam łyżkę oleju monoi (może być jakiś inny olej, najlepiej z właściwościami antybakteryjnymi), łyżkę kakao, łyżkę cynamonu i 3 łyżki zmielonej kawy. Kakao i cynamon można sobie odpuścić, ale warto pamiętać, że mają właściwości pielęgnujące.
Wlałam kolejne kilka łyżek gorącej wody i wymieszałam. Powstała gęsta papka, w której były widoczne wiórki mydła. Warto pamiętać, że im rzadsza papka, tym dłużej mydło będzie musiało schnąć. Moim dałam 4 dni na wyschnięcie.
Otrzymana masa ani nie wygląda, ani nie pachnie ładnie, aż się prosi o dodanie olejku eterycznego. Ja oczywiście takowego nie miałam, więc zostałam z śmierdziuszkiem.:-) Na szczęście podczas używania mydełka zapach jest raczej subtelny.
Masę przełożyłam do foremek, w tym przypadku to foremki na babeczki. Można użyć też mydelniczki, lub foremek do ciasteczek świątecznych, użyjcie swojej wyobraźni.:)
Ja postawiłam na niewielkie mydełka o nieskomplikowanych kształtach, bo takie są poręczne i nie będą się łamały. 
Po wyschnięciu moje dzieło prezentuje się całkiem nieźle! Myślę, że ładnie zapakowane i opatrzone własnoręcznie napisaną etykietką, może być fajnym pomysłem na prezent. Chociaż może niekoniecznie mam na myśli te  moje, bo jak już pisałam, nie pachną najlepiej.:D
A teraz najważniejsze, czyli działanie:
Mydełko dobrze pieni i świetnie peelinguje. Jeśli lubicie delikatniejsze peelingi to polecam do mieszanki dodać mniej kawy, ja poszłam na całość.
Drobinki kawy odpadają z niego w małych ilościach, więc nie ma co się martwić o  zatkane rury, jak w przypadku tradycyjnego, papkowatego peelingu kawowego. Może jednak lekko brudzić wannę, bo woda przy użyciu tego cudaka jest lekko zabarwiona. U siebie nie zauważyłam żeby zostawały jakieś plamy, ale wolę ostrzec.:)
Według mnie nie ma nic lepszego na walkę z cellulitem, ja od razu widzę różnicę w tym, jak działają na mnie produkty antycellulitowe bez i z użyciem tego peelingu. Na prawdę nie ma porównania.:)
Nie jest ono co prawda tak doskonałe jak moje ulubione mydło  kawowe Mydlarni Powrót do Natury, ale nie jest mu do niego daleko.
A Wy co o tym myślicie? Zabawicie się w stworzenie takiego peelingu? Mnie to zajęło góra 15 min, a efekty są na prawdę świetne!:)

wtorek, 9 września 2014

Żywy krerm CHIA, FLAX & HEMP od Gaia Creams

Hej kochane! Minęły już 2 miesiące od kiedy stosuję żywy krem CHIA, FLAX & HEMP od Gaia Creams i myślę, że mogę już z czystym sumieniem podzielić się z Wami moją opinią na jego temat. Zapraszam!
Od producenta: OMEGA 3 6 9 - MIESZANKA OLEJÓW  Z WYSOKĄ ZAWARTOŚCIĄ OLEJU Z NASION CHIA 

Dla skóry domagającej się natychmiastowego wzmocnienia i regeneracji.

DZIAŁANIE:
- Naturalnie wspomagające dogłębną regenerację naskórka
- Hamowanie powstawania wolnych rodników i  nadprodukcję łoju
- Wzmacniające i odbudowujące naturalną barierę ochronną skóry
- Naprawcze i rewitalizujące 
- Przywracające odpowiedni poziomu nawilżenia oraz ochrona skóry przed odwodnieniem
- Kojące, przeciwzapalne, wzmacniające
- Łagodzące poparzenia słoneczne oraz stany zapalne skóry
- Zmiękczające skórę
- Skutecznie odmładzające, rozjaśniające skórę i redukujące zmarszczki

- Wspomagające procesy odnowy komórek skóry
- Pobudzające naturalne procesy ochronne zachodzące w skórze

- Przywracanie równowagi skórze z nadmierną produkcją sebum i mieszanej

- Zwężanie rozszerzonych porów
- Wyrównanie kolorytu i przywrócenie skórze gładkości i naturalnego blasku


 NATURALNA DODATKOWA OCHRONA PRZED PROMIENIAMI SŁONECZNYMI

POLECANY DLA KAŻDEGO TYPU SKÓRY

 100% ORGANICZNE, WEGAŃSKIE & ETYCZNE SKŁADNIKI:
BUTYROSPERMUM PARKII, SALVIA HISPANICA, CANNABIS SATIVA, SIMMONDSIA CHINENSIS, COCOS NUCIFERA, BORAGO OFFICINALIS, LINUM USITATISSIMUM, CUCURBITA PEPO, ROSMARINUS OFFICINALIS          
 0% WODY 0% CHEMII 0% KOMPROMISÓW
Prosimy o przechowywanie produktów GAIA CREAMS z dala od bezpośrednich promieni słonecznych i ogrzewania; w miejscu chłodnym, zaciemnionym poniżej 25°C. Każdy krem, balsam i olej GAIA CREAMS  to surowy, delikatny produkt bez chemicznych konserwantów, stabilizatorów oraz wypełniaczy. Polecamy stosowanie produktów GAIA CREAMS szczególnie bezpośrednio po kąpieli/prysznicu na wilgotną skórę. Data przydatności do użytku produktów Gaia Creams wynosi  3-4 miesiące. 
Cena: 85,92zł TUTAJ, czyli na stronie internetowej Gaia Creams
Moja opinia: Kremik przyszedł do mnie ślicznie zapakowany i otoczony suszonymi ziołami, coś wspaniałego. Spodziewałam się, że będzie twardy i będę się musiała nieźle naskrobać po wyjęciu go z lodówki, ale nic bardziej mylnego! Ma konsystencję delikatnego musu i bardzo przyjemnie się go aplikuje. Pachnie ziołami, ale zapach z twarzy ulatnia się dość szybko.
Najczęściej aplikuję go na zwilżoną skórę twarzy. Przez pierwsze kilka dni dawał matowy efekt, ale później już skóra błyszczała mi się po nim. Niemniej jednak po nałożeniu cera wygląda promiennie i zdrowo. Spróbowałam nakładania go pod podkład w małych ilościach, ale to jednak nie było to. Wolę stosować go na noc, po domu, lub w dni kiedy się nie maluję. 

 W momencie kiedy go otrzymałam, moja skóra twarzy była skrajnie przesuszona, jak nigdy! Przez pomyłkę zastosowałam mocno wysuszający środek antytrądzikowy dwie noce pod rząd (powinnam co drugą noc) i skutki były opłakane. Nie działało nic, ani kwas hialuronowy, ani olejki, ani masło shea. Doszło do tego, że zaczęłam tęsknić za moją z natury tłustą cerą, bo taka sucha jak papier skóra to coś okropnego! 
To był dla tego kremiku prawdziwy chrzest bojowy i muszę przyznać, że żywy krem podołał wyzwaniu. Już po dwóch dniach zapomniałam o przesuszeniu, z którym wcześniej walczyłam tydzień. Od tamtej pory jesteśmy nierozłączni.:) Co ważne, krem nie nasila moich problemów skórnych i ma całą masę innych zalet. 
Rzadko kiedy dokładnie rozliczam producenta z obietnic, ale tutaj postanowiłam to zrobić, w końcu to drogi krem, a kiedy widzę tak wiele punktów w rubryczce "działanie", zawsze zapala mi się czerwona lampka.
Działanie:
- Naturalnie wspomagające dogłębną regenerację naskórka - o tym już pisałam, TAK!:)
- Hamowanie powstawania wolnych rodników i  nadprodukcję łoju - Z nadprodukcją łoju to po części prawda, choć moja cera wciąż się przetłuszcza.
- Wzmacniające i odbudowujące naturalną barierę ochronną skóry - Trudno ocenić, ale jestem skłonna się zgodzić.
- Naprawcze i rewitalizujące - Tak, chociaż jak dla mnie to praktycznie to samo co w punkcie pierwszym.:)
- Przywracające odpowiedni poziomu nawilżenia oraz ochrona skóry przed odwodnieniem - Tak.
- Kojące, przeciwzapalne, wzmacniające - Tak
- Łagodzące poparzenia słoneczne oraz stany zapalne skóry - O tak! Już nieraz z pozytywnym skutkiem nakładałam go na poparzone ramiona.
- Zmiękczające skórę - Zdecydowanie tak.
- Skutecznie odmładzające, rozjaśniające skórę i redukujące zmarszczki - Tak, moje zmarszczki na czole i koło ust są widocznie zredukowane.
- Wspomagające procesy odnowy komórek skóry - Mam wrażenie, że to kolejny raz to samo, tylko że w innych punktach nazwano to po prostu regeneracją, lub rewitalizacją.
- Pobudzające naturalne procesy ochronne zachodzące w skórze - Punkt 3 brzmi łudząco podobnie.
- Przywracanie równowagi skórze z nadmierną produkcją sebum i mieszanej - Tak, ale to już było w punkcie 2gim jako hamowanie nadprodukcji łoju...

- Zwężanie rozszerzonych porów - Tak! 
- Wyrównanie kolorytu i przywrócenie skórze gładkości i naturalnego blasku - zdecydowanie tak.

Jak widzicie producent nieźle czaruje, ale prawdą jest, że ten krem jest bardzo dobry i nie mogę sobie wyobrazić jak to będzie, kiedy mi się skończy. Świetnie nawilża, regeneruje skórę, radzi sobie ze zmarszczkami i rozszerzonymi porami.
Moja ocena: 5-/5 Świetny, uniwersalny kremik wart swojej ceny, ale czytając rubryczkę "działanie" mam wrażenie, że producent chce zrobić ze mnie debila.

sobota, 6 września 2014

Masło do ciała Full Mellow, Fluffy Cloud - otul się arbuzową chmurką!

Hej kochane! Full Mellow to marka, którą poznałam stosunkowo niedawno i od razu pokochałam. Jeśli jesteście fankami naturalnych, ręcznie robionych kosmetyków wysokiej jakości, to zdecydowanie będziecie zadowolone!

Od producenta: Jasno różowa chmurka pozostawi na Twojej skórze cudowny zapach abuza z nutką słodkiej śmietany. Masło do ciała Fluffy Cloud to połącznie masła Shea i masła Awokado, które ma nie tylko zaspokoić nasz zmysł węchu ale przede wszystkim szybko się wchłaniać, odżywiać i regenerować skórę pozostawiając na niej ochronny płaszcz lipidowy.
Co więcej Fluffy Cloud: 
  • poprawia elastyczność skóry
  • zawarta w nim witamina A i E pomaga redukować zmarszczki wywołane m. in. przesuszeniem naskórka
  • jest naturalnym, filtrem UV 
  • łagodzi stany zapalne związane z osteoporozą 
  • zawiera witaminę F, która przynosi ulgę zmęczonym, napiętym i bolącym mięśniom, powodując ich rozluźnienie 
  • posiada właściwości przeciwzapalne i antybakteryjne 
  • zalecane jest również na: cellulit, rozstępy skórne, wysypkę na skórze, łuszczenie się skóry po opalaniu i poparzenia słoneczne, swędzenie skóry, ukąszenia owadów, odmrożenia, alergie skórne, trądzik, wypryski i pryszczkę (chyba opryszczkę?:))
  • pomaga utrzymać wilgoć i zmniejszyć utratę wody tworząc barierę ochronną na powierzchni skóry, zapobiegając przesuszeniu i łuszczeniu się skóry, zmniejsza plamy na skórze
  • nie pozostawia tłustej warstwy, długo pozostaje w głębszych warstwach skóry 
Pojemność: 250ml 
Cena: 41,50zł
Moja opinia: Masełko ma formę delikatnego jak chmurka musu. Bardzo przypomina mi pod tym względem piankę do kąpieli Organique. Pod wpływem ciepła ciała bardzo szybko się topi, więc jego aplikacja jest szybka i przyjemna. W wysokich temperaturach (dostałam je kiedy trochę przeleżało w nagrzanym samochodzie) staje się prawdziwą lekką pianą, jak z kąpieli.
Zapach tego cudaka jest po prostu wspaniały, przy nakładaniu i podczas wąchania go prosto z opakowania czuję słodką gumę Orbit dla dzieci, ale na ciele pozostaje słodki, soczysty arbuz. Zapach utrzymuje się na skórze przez kilka godzin, ale szybko traci na swojej intensywności, więc nie jest męczący.
Masełko jest bardzo treściwe i pozostawia tłustą warstewkę, ale nie należy ona do tych lepkich, a pozostawia skórę aksamitną w dotyku. Dodatkowo pozytywnie wpływa na wygląd na wygląd skóry, staje się ona promienna i wygląda zdrowo.
Fluffy Cloud świetnie nawilża skórę i pomaga jej się zregenerować. Najbardziej lubię nakładać je na noc, lub po opalaniu, ale nie czuję potrzeby stosowania go co dziennie. Właśnie przebywam na urlopie w Grecji (posta przygotowałam wcześniej, więc nie musicie się przejmować, że marnuję urlop na internety) i tutaj szczególnie doceniłam ten produkt. Nie dość, że ma świetne działanie i jest mega wydajny to jeszcze nie ma szans, że się rozleje i waży niewiele.
Moja ocena: 5/5 Bardzo, bardzo lubię!:)



czwartek, 4 września 2014

Eveline, Magical CC Cream Diamonds & 24k Gold, Nawilżająco-rozświetlający krem 8w1

Hej kochane! W momencie gdy to czytacie, ja najprawdopodobniej wygrzewam tyłeczek na wczasach, ahh jak ja już tęskniłam za latem...:D
A wracając do recenzji, dzisiejszym bohaterem jest jeden z kremów tonujących od Eveline, który stał się ulubieńcem mojej mamy, zapraszam!:)
Formuła z naturalnymi mikrokapsułkami podczas aplikacji z białego kremu zmienia się w rozświetlający fluid. Nadaje skórze jednolity ciepły koloryt, długotrwale nawilża i regeneruje. Świeża, lekka tekstura pozostawia na skórze pudrowy efekt, cera jest aksamitnie gładka. Krem dopasowuje się do każdej karnacji, nadając skórze naturalny wygląd bez efektu maski. 
BŁYSKAWICZNY EFEKT 8w1: 
1. Wyrównuje koloryt cery. 
2. Pokrywa niedoskonałości. 
3. Intensywnie nawilża 24h. 
4. Wygładza i rozświetla. 
5. Redukuje oznaki zmęczenia. 
6. Zmniejsza widoczność porów. 
7. Długotrwale i skutecznie matuje. 
8. SPF 15 chroni przed UVA/UVB. 
Cena: 30ml / 28zł
Moja wersja jest przeznaczona dla cery jasnej i na szczęście krem faktycznie sprawdza się dobrze u bladziochów, chociaż podobno dopasowuje się do każdej karnacji. Tytułowa magia tego produktu zapewne związana jest z faktem, że jest to jeden z kremów, które po wyciśnięciu z tubki są białe, a dopiero po rozsmarowaniu stają się podkładem. Produkt ma w sobie malutkie drobinki, które rozpraszają światło. Widać je jednak tylko wtedy, gdy patrzę na skórę z bardzo bliska i w pełnym świetle, więc nie ma co się obawiać chamskiego brokatu. Do tego ma przepiękny, subtelny zapach.
Pierwszy raz użyłyśmy go z mamą razem, taki podwójny test. Po nałożeniu u każdej z nas był matowy i ładnie wyrównał kolor skóry. Z powodzeniem zakrywa niewielkie zaczerwienienia, a te większe, takie jak naczynka, stają się mniej widoczne, jakby rozmyte. Nie jest to efekt, jaki daje podkład, ale dla mniej wymagających cer, lub jako baza pod makijaż dla cer suchych może się okazać strzałem w 10-tkę. Cera staje się gładka i przyjemna w dotyku.
U mnie po około godzinie twarz zaczęła się świecić, ale spodziewałam się tego, bo jest to krem nawilżający, a moja tłusta skóra zazwyczaj się przeciwko takim buntuje. Natomiast u mojej mamy, która posiada cerę suchą, krem przez cały dzień wygląda dobrze i sprawia, że twarz wygląda promiennie i zdrowo. Mama do tej pory nie malowała się na co dzień, ale taka forma delikatnego poprawienia urody bardzo jej się spodobała i jest z tego produktu w 100% zadowolona. Faktycznie krem bardzo dobrze nawilża i mama nie potrzebuje w ciągu dnia niczego innego.
Krem po wyciśnięciu jest niemal całkowicie biały - widać w nim małe kapsułki z pigmentami
W skutek roztarcia pigmenty zabarwiają krem na odpowiedni kolor, tworząc z niego rozświetlający podkład, a raczej krem tonujący
Efekt po wtarciu, czyli mat i wyrównanie kolorytu, chociaż na dłoni niewiele było do zakrycia.:)
Ocena moja i mojej mamy: 5-/5 Jak zwykle producent obiecuje odrobinę zbyt wiele, ale można mu wybaczyć. Cieszę się, że miałyśmy okazję przetestować ten produkt, bo inaczej zapewne byśmy po niego nie sięgnęły.

wtorek, 2 września 2014

Planeta Organica, Moroccan Shampoo - Oczyszczajacy marokański szampon do wszystkich rodzajów włosów

Hej kochane! U mnie sporo zamieszania, ponieważ jutro rano wyruszam na wczasy!<3
Dlatego dopiero teraz znalazłam czas na post dla Was, ale myślę, że nie będziecie miały mi za złe późnej pory, bo dziś będzie o czymś wyjątkowym.:)

Oczyszczający szampon marokański, do wszystkich rodzajów włosów.

Zawiera certyfikowane organiczne składniki, nie zawiera SLS i parabenów.

- Marokańska glinka ghassoul - naturalny produkt pochodzenia wulkanicznego o dużej zawartości krzemu i magnezu. Ma silne właściwości absorpcyjne, doskonale oczyszcza i usuwa toksyny. 
- Oliwa z oliwek - zawiera wiele witamin: A, B, C, D, E, F, K, minerały, aminokwasy, białka. Ten cenny zbiór aktywuje gruczoły łojowe, dostarczając włosom wszelkich niezbędnych materiałów. 
- Olej z roślinnej ambry nadaje włosom miekkość, odżywia skórę głowy, nasyca ją przeciwutleniaczami i substancjami, które mają silny efekt ochronny.

Skład: Aqua with infusions of Ghassoul Clay, Olea Europaea Fruit Oil, Organic Cistus Ladaniferus Oil, Organic Argania Spinosa Kernel Oil, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Commiphora Gileadensis Bud Extract, Citrus Aurantium Dulcis Flower Extract, Rosa Damascena Flower Extract; Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Decyl Glucoside, Glycol Distearate, Xanthan Gum, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Sodium Chloride, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Citric Acid
Cena: 19zł / 280ml w Zielonej Mydlarni (Katowice, ul.Wawelska 2)

Moja opinia: Pamiętacie moją recenzję szamponu do włosów z Aleppo od Planeta Organica? Jeśli nie, to zapraszam TUTAJ, a jeśli tak to w skrócie mogę napisać, że ten jest równie dobry.
W przypadku szamponu z Aleppo zapach był orientalny i męski, Marokański jest jednak bardziej słodki i nie należy do typowo męskich, stąd myślę że może spodobać się większej ilości osób.

Szampon myje bardzo dobrze, ma szarawy kolor i intensywny zapach, który pozostaje na włosach aż do następnego umycia. Jest gęsty i bardzo wydajny, do tego opakowanie z pompką działa bez zarzutu i z łatwością można je s powrotem zablokować w razie potrzeby spakowania go na wyjazd.
To, co uwielbiam w obu szamponach, to fakt, że mogę umyć nimi głowę na szybko i nie mam potrzeby użycia odżywki. Zazwyczaj odżywki jednak używam, ale jeśli tego nie zrobię to na prawdę włosom niewiele brakuje do ideału, serio! Są błyszczące, dość gładkie i nie są bardzo splątane, jak to bywa w przypadku innych szamponów. Może brakuje mi tylko ich dociążenia, ale to już rola odżywki.

Kolejnym, co różni szampon Marokański od tego z Aleppo, to moim zdaniem fakt, że ten pierwszy bardziej nadaje się do stosowania na co dzień. W przypadku Aleppo, który był odżywczy musiałam co 3-4 mycia robić sobie przerwę na szampon typowo oczyszczający, bo takie bogate produkty z czasem mogą obciążać. Marokański jest oczyszczający, ale wciąż dość treściwy, więc to taki złoty środek - włosy nie przetłuszczają się szybciej, a do tego nie pojawia się przesuszenie włosów (co zazwyczaj mnie spotykało po oczyszczających produktach).
Moja ocena: 5/5 Kolejne cudo od Planeta Organica, aż nie mogę się doczekać kiedy wypróbuję balsam do włosów do kompletu.
Zachęcam również do przeczytania moich recenzji:
  • szamponu z Aleppo: KLIK
  • i balsamu do włosów z Aleppo: KLIK

Oba produkty wykończyłam w ok 4 miesiące (!!), chociaż tak jak pisałam, co kilka myć robiłam sobie przerwę na coś bardziej oczyszczającego. No i nie ma co owijać w bawełnę, po prostu się w nich zakochałam (mój tata też). Teraz męczę już kolejne opakowania, na prawdę polecam!:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Moje zdjęcie
Witam! Jestem studentką filologii angielskiej, w wolnym czasie lubię czytać blogi o tematyce związanej z kosmetykami i wizażem jak i sama tworzyć swoje recenzje, stąd pomysł na założenie bloga. Postaram się by blog nie ograniczał się do tematyki kosmetyków, a dotyczył również innych dziedzin życia. Zapraszam do zaglądania tu częściej i obserwowania jak blog się rozwija!:)